Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieprzowina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieprzowina. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 stycznia 2014

Pomysł na niedzielny obiad: mięso duszone w soku owocowym

Dziś na obiad zaprasza Was Mięsożerca. Wyobraźcie sobie delikatnie słodkawe, miękkie, rozpływające się w ustach kawałki mięsa, a do tego duże kawałki warzyw i pyszny, słodko-kwaśny, choć absolutnie nie azjatycki sos...

My do dyspozycji mieliśmy wołowy rozbratel, ale możecie wykorzystać każde wołowe lub wieprzowe lekko tłuste i poprzerastane mięso. Może być szynka, może być łopatka, biodrówka, goleń... Podobnie z sokiem: u nas był domowy aroniowy, ale pasowałby też wiśniowy, z czarnej porzeczki, z ciemnych winogron, czerwonej porzeczki, czereśni, śliwkowy, albo, dla większego szpanu, słodkie, czerwone wino...



U nas było tak:
- 600 g wołowego rozbratla
- 2 cebule
- 4 - 5 ząbków czosnku
- 2 marchewki
- spora pietruszka
- kawałek selera
- biała część pora
- litr bulionu wołowego (z 2 kostek wołowych)
- 2 łyżki sosu worchestershire
- 3 łyżki soku z aronii
- sól, pieprz, cząber, majeranek, oliwa, olej

Mięso umyć i osuszyć ręcznikiem papierowym, obsypać solą, pieprzem, cząbrem i majerankiem, polać oliwą i rozetrzeć, żeby zamknąć smaki.



W żeliwnym garnku rozgrzać roślinny olej, obsmażyć mięso. Do garnka wrzucić pokrojone grubo warzywa i pokrojone ząbki czosnku. Po zmięknięciu cebuli podlać sosem zrobionym z bulionu, worcestera i soku, doprowadzić do zagotowania sosu, zmniejszyć ogień. Dusić 1,5 godziny, przekręcając mięso co mniej więcej pół godziny.

Podawać z pieczonymi ziemniakami. Albo z czymś, co wchłonie ten pyszny sos.



Smacznego!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

A po Wigilii: szynka z goździkami, duszona w piwie

Zgodnie z tradycją w Wigilię jemy dania rybne, a w każdym razie bezmięsne (no, albo nie i wtedy możemy sobie poniższe danie zrobić i 24-tego), ale już pierwszego dnia Świąt, na rodzinny obiad, możemy sobie pozwolić na wieprzową ucztę. 
Na przykład, na szynkę, szpikowaną goździkami i duszoną w piwie. Niektóre browary specjalnie z okazji Świąt wypuszczają limitowaną edycję piwa korzennego, my takiego właśnie użyliśmy.


Potrzebujemy:
- kawałka szynki (nasz miał 500 g)
- goździków w ilości wystarczającej do naszpikowania
- cebuli (u nas 1), całych ząbków czosnku (u nas 4)
- soli, pieprzu
- tyle piwa, żeby cała szynka była nim pokryta (u nas wystarczyło 0,5 l)
- olej lub inny tłuszcz do podsmażenia

Szynkę nacieramy solą i pieprzem, szpikujemy równo goździkami i tak zostawiamy na co najmniej 30 minut.
W żeliwnym garnku rozgrzewamy tłuszcz, obsmażamy mięso ze wszystkich stron, na końcu dodając pokrojoną w piórka cebulę i całe ząbki czosnku. Zalewamy piwem i pozwalamy się potrawie dusić pod przykryciem, aż mięso będzie miękkie (45 minut - godzinę).



Smacznego!

wtorek, 5 listopada 2013

Pomysł na weekendowy obiad: żeberka duszone w cydrze

Czyli przepyszna pyszność, przygotowana w całości przez Mięsożercę. Idealne na niedzielny obiad, również pokazowy, chociaż możecie nie chcieć się tym daniem dzielić...



Potrzebujemy:
- 600 g ładnych żeberek
- 1 litra cydru
- 1 dużej marchewki
- 1 średniej pietruszki
- kawała selera
- 10 cm białego pora
- 1 dużej cebuli
- łyżeczki majeranku
- łyżeczki soli, pół łyżeczki pieprzu
- dwóch łyżek oliwy
- oleju
- listka laurowego, ziarenek ziela angielskiego

Żeberka namaszczamy w soli, majeranku, pieprzu i oliwie, odstawiamy na co najmniej pół godziny, po czym obsmażamy w oleju roślinnym. Kiedy są już złociste, dodajemy pokrojone warzywa, wrzucamy listek i ziele, a na końcu zalewamy cydrem.


Dusimy pod przykryciem 1,5 godziny.

Podajemy z ziemniakami, albo ryżem, albo kaszą. I surówką, na przykład z kapusty.


Smacznego!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Pulpety w dyniowo-pomarańczowym wywarze z kaszą jaglaną

Lubimy kasze. Najbardziej pęczak i gryczaną.


Najzdrowsza, podobno, jest kasza jaglana, ale ją dopiero uczymy się lubić. W ramach tej nauki i poszukiwania smaków powstał ten obiad. Robi się go szybko i bardzo prosto, a pomarańczowość wywaru, zwanego sosem, jest bardzo miłą niespodzianką.

Składniki:
- 500 g mielonego mięsa (może być wieprzowe, wołowe, wieprzowo-wołowe lub indyk)
- 1 pomarańcza (będziemy potrzebować i otartej skórki, i soku)
- 2 cm korzenia imbiru
- 1 niewielka cebula
- bułka tarta
- sos sojowy
- pieprz
- 1 jajko, 1 żółtko (lub 2 całe małe jajka)
- kostka bulionowa (może być warzywna, drobiowa lub wołowa)
- 250 g surowej dyni, pokrojonej w kostkę
- 2 ząbki czosnku
- poszatkowana kapusta pekińska (opcjonalnie)
- sól

Oraz:
- szklanka kaszy jaglanej
- wrzątek
- sól


Do mięsa dodajemy jajka, otartą skórę z całej pomarańczy, świeżo starty imbir (ok. 0,5 cm), posiekaną w drobną kostkę cebulę, 1/2 - 2/3 łyżki sosu sojowego, pieprz i zaczynamy wyrabiać, dodając stopniowo tyle tartej bułki, żeby związała mięso i pozwoliła na robienie niewielkich kuleczek.

W garnku rozgrzewamy litr wody z bulionem. Do wrzątku pojedynczo wrzucamy gotowe pulpeciki. Po 5 minutach dodajemy dynię, resztę imbiru startego na tarce i czosnek, pokrojony w płatki. Po kolejnych 5 minutach próbujemy wywaru, jeśli trzeba, dodajemy soli. Z pomarańczy wyciskamy sok i dodajemy go do wywaru.
Danie jest gotowe, kiedy dynia mięknie i pulpety są ugotowane. Wówczas dodajemy kapustę pekińską, gotujemy 2 minuty i wyłączamy.

Kaszę w garnku prażymy, uważając, żeby się nie przypaliła. Kiedy zaczyna wydzielać olejki eteryczne, zalewamy ją wrzątkiem i płuczemy, po czym ponownie wsypujemy do garnka i zalewamy wrzącą osoloną wodą w proporcji 2:1 (2 szklanki wody na 1 kaszy). Gotujemy na małym ogniu, mieszając, aż kasza wchłonie wodę, co zajmie nie więcej, niż 7 - 10 minut.


Sos do pulpetów możemy zagęścić zasmażką lub śmietaną, ale wówczas straci na lekkości.

Smacznego!

środa, 2 października 2013

W kolorach jesieni: kasza gryczana z dynią

Liście na drzewach się złocą. To już październik i życzę nam wszystkich pięknej "złotej polskiej jesieni".

Jesienią mamy większą ochotę na kasze, na ciepło, które zostanie z nami przez jakiś czas. Dziś pomysł na otulające, jesienne danie: kaszę gryczaną z dynią.

Bierzemy:
- 1,5 - 2 szklanki kaszy gryczanej (u mnie niepalona)
- ćwierć niewielkiej dyni (miseczkę dyni pokrojonej w kostkę)
- 1 cebulę
- 3 duże ząbki czosnku
- ulubioną kiełbaskę (u nas biała, niemiecka kiełbasa z pietruszką)
- pół kostki bulionu warzywnego, rozpuszczonej w pół szklanki wody
- świeże zioła: rozmaryn, szałwia
- garść posiekanych orzechów włoskich (nie miałam, u nas ziarna słonecznika)
- masło lub inny tłuszcz do podsmażenia
- sól, pieprz


Kaszę gotujemy w osolonym wrzątku w proporcjach 2:1 (2 szklanki wody na każdą szklankę kaszy).

Na dużej patelni rozgrzewamy tłuszcz i podsmażamy cebulę z 2 ząbkami czosnku, a następnie dodajemy pokrojoną w kostkę lub talarki kiełbasę i ją rumienimy.
Kiedy kiełbasa jest już podsmażona, wrzucamy dynię bez skóry, pokrojoną w grubą kostkę. Dodajemy rozdrobnione zioła i smażymy na wolnym ogniu. Kiedy dynia zmięknie na zewnątrz, zalewamy całość bulionem i delikatnie gotujemy, aż dynia zrobi się całkiem miękka, a nadmiar płynu odparuje, tworząc na dnie aromatyczny sos. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Gotowe danie posypujemy posiekanymi orzechami, które możemy, ale nie musimy, podprażyć wcześniej na suchej patelni.


W tym daniu, zamiast kiełbasy, świetnie sprawdzi się też wołowina.

Smacznego!

czwartek, 15 sierpnia 2013

Pomysł na niedzielny obiad: rustykalny quiche z dynią

Zbliża się sezon dyniowy, który wyglądam z niecierpliwością. Tym samym robię miejsce w zamrażarce na pieczoną dynię.

Kiedy dorwę już świeży egzemplarz, znów go pokroję w ćwiartki lub ósemki (lub cokolwiek, w zależności od wielkości), wypestkuję i upiekę wraz ze skórą (ok. 40 minut w 200 C), po czym sam miąższ rozgniotę widelcem lub zblenduję, usiłując całego nie zeżreć przy okazji.

Z takiego musu można zrobić wiele. Może zupę? Może sernik? Może gnocchi? Może sos do makaronu? Może drożdżówkę? Może risotto? Może obłędnie słodką tartę? Może muffinki? Może zapiekankę?

Dzisiaj zrobimy quiche na maślanym, piaskowym spodzie, z kremowym, wilgotnym wypełnieniem. Quiche z dynią, skwarkami z kiełbasy i świeżym tymiankiem...


Do ciasta potrzebujemy:
- 200 g mąki pszennej
- 100 g dobrej jakości masła
- szczypty soli

Mąkę przesiewamy, dodajemy sól, formujemy kopczyk. Dodajemy zimne masło, pokrojone w kostkę. Zagniatamy tak szybko, jak się da, do uzyskania w miarę jednolitego ciasta. Czynność tę może za nas również zrobić malakser, jeśli nim dysponujemy. Kulę ciasta zawijamy w folię spożywczą i wkładamy na 20 minut do lodówki.
Po tym czasie wylepiamy nim 20 - 24 cm tortownicę (lub wysoką formę do tarty), pamiętając o zrobieniu brzegów. Możemy także ciasto rozwałkować do pożądanej średnicy i przenieść do formy na wałku. Ja nie umiem.
Piekarnik nagrzewamy do 200 C.
Ciasto w tortownicy nakłuwamy widelcem miejsce przy miejscu. Możemy je także wysypać suszoną fasolą lub ceramicznymi kulkami - chodzi o to, aby nam nie wyrosło. Przyznam, że nigdy tego nie robię. Dobrze ponakłuwane ciasto i tak nie wyrośnie.
Spód podpiekamy przez 15 - 20 minut, w tym czasie zajmując się masą.

Do masy potrzebujemy:
- ok. 300 g przecieru z upieczonej dyni
- ok. 300 g naturalnego, gęstego jogurtu (lub śmietany 12 lub 18%)
- 2 jajek (1, jeśli używamy śmietany)
- pół pętka ulubionej, suszonej kiełbasy
- 1 cebuli
- 3 - 4 ząbków czosnku
- listków, otartych z 2 - 3 gałązek tymianku
- łyżeczki suszonego estragonu
- soli, pieprzu, gałki muszkatołowej
- masła do podsmażania
- 2 łyżek startego ostrego sera (u nas pecorino)
- opcjonalnie: łyżki mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej


Cebulę i czosnek kroimy w kostkę, podsmażamy z solą na maśle. Kiedy są już rumiane, dodajemy pokrojoną w kostkę kiełbasę. Smażymy, aż uzyskamy odpowiednie skwarki. Wówczas dodajemy dynię, chwilę prażymy z tymiankiem. Wyłączamy gaz, lekko studzimy.
W osobnej misce mieszamy jogurt (lub śmietanę), jajka i pozostałe przyprawy. Jeśli wydaje się nam, że masa jest zbyt płynna, dodajemy mąkę. Na końcu do masy dodajemy ser i przestudzoną dynię.

Wylewamy na podpieczony spód i pieczemy 40 - 45 minut (do ścięcia masy).

Quiche jest dobry tak na ciepło, jak na zimno. Podajemy i patrzymy, jak znika. U nas znikło, zanim zdążyłam się choćby przymierzyć do zdjęcia...


Smacznego!!!

wtorek, 6 sierpnia 2013

Inspirowane Państwem Środka: pieczona wieprzowa łopatka i sos śliwkowy

Któregoś dnia obudzimy się, i za oknem będzie przyjemnie, słonecznie, będzie wiał lekki wiaterek, a naszym jedynym marzeniem nie będzie duży basen, tylko spacer w światłocieniu i rodzinny obiad. Być może nawet będzie to jakaś niedziela?

W lodówce znajdziemy kawałek wieprzowej łopatki, a na straganach świeże śliwki. I pomyślimy: "pieczona łopatka z chińską nutą".


Będziemy potrzebować:
- ładnego kawałka wieprzowej łopatki z kością (ok. 700 g)
- 1 dużej cebuli
- 4 ząbków czosnku
- łyżki oleju
- 2 łyżek sosu sojowego
- chili (całej papryczki, albo 1/2 łyżki ostrego sosu)
- ok. 3 cm korzenia imbiru, startego
- łyżeczki octu ryżowego (lub balsamicznego, no trudno)
- 1,5 łyżki miodu

Łopatkę myjemy pod bieżącą wodą, osuszamy i nacieramy marynatą z pozostałych składników (cebulę kroimy w ósemki, czosnek miażdżymy nożem, obkładamy nimi mięso). Wstawiamy w szczelnie zamkniętym opakowaniu do lodówki na co najmniej 2 godziny (u mnie 4).

Piekarnik nagrzewamy do 180 C, rozgrzewając w nim brytfannę. Przekładamy do niej mięso wraz z cebulą, czosnkiem i marynatą i pieczemy przez 50 - 60 minut (możemy je raz obrócić).


Do tego zrobimy także sos z polskich śliwek:
- 300 g wypestkowanych śliwek węgierek
- 1 średnia cebula
- 2 ząbki czosnku
- 1 cm korzenia imbiru (do starcia)
- łyżeczka balsamico
- łyżka sosu sojowego
- pieprz
- ok. pół szklanki wody
- olej


Cebulę i czosnek szatkujemy i podsmażamy na oleju. Kiedy są już zrumienione, dodajemy do nich pokrojone w grubą kostkę śliwki wraz ze skórką, starty imbir i ocet balsamiczny. Chwilę smażymy, mieszając, po czym dodajemy część wody, sos sojowy i pieprz. Pozwalamy wodzie odparować, dolewamy resztę. Smażymy, mieszając od czasu do czasu, tak długo, aż osiągniemy pożądaną konsystencję (bardziej płynna da nam sos, mniej płynna będzie bardziej skoncentrowana w smaku, ale będzie raczej przypominać chutney. Nasz wybór).


Mięso kroimy w grube plastry, podajemy z sosem i ryżem, lub makaronem (soba, udon lub dowolnym ryżowym) i jakąś lubianą przez nas sałatką.

Smacznego!

wtorek, 23 lipca 2013

Domowa pizza

Są takie dni, na które może pomóc tylko coś naprawdę pysznego.

To jest ten dzień.

Zapraszamy na puchatą, a jednocześnie chrupką, gorącą, podwójną domową pizzę. 
Najlepsza pizza, to domowa pizza. Czasem lubimy ją na cieście cienkim, jak tu, ale dziś chodziło o tę miękką, kojącą puszystość.

Miałam ochotę na pizzę biancę, czyli białą, ze śmietanowo-cukiniowym sosem i wędzonym łososiem, ale zrobiłam też kiełbasianą wersję dla Mięsożercy.

Zaczynamy od ciasta:
- 500 g mąki pszennej (u mnie typ 650, w sklepie nie było razowej)
- 20 g świeżych drożdży (lub 7-gramowe opakowanie suchych)
- ok. 3/4 szklanki ciepłej wody 
- łyżka oliwy z oliwek
- łyżeczka cukru
- 1,5 łyżeczki posiekanego, świeżego rozmarynu
- łyżeczka soli

Z pokruszonych drożdży, łyżki mąki, 2 łyżek wody i cukru robimy rozczyn. Resztę suchych składników mieszamy. Dodajemy wyrośnięty rozczyn i oliwę, a potem zaczynamy wyrabiać, stopniowo dodając ciepłą wodę, do czasu, kiedy ciasto osiąga sprężystą konsystencję.
Odstawiamy do podwojenia objętości w ciepłe miejsce. Powinno to zająć ok. 1 - 1,5 godziny. Ja musiałam wyjść, więc po 45 minutach wstawiłam rosnące ciasto do lodówki, gdzie przez kolejne 2,5 godziny bardzo ładnie wyrosło.

Kiedy ciasto jest już wyrośnięte, przebijamy je (czyli uderzamy z pięści) i chwilę wyrabiamy, a potem rozciągamy na blasze, formując rant. Jeśli chcemy mieć pizzę o różnych smakach, możemy ciasto "przeszczypać" przez środek, tworząc w ten sposób zakładkę.

Wypełnienie "pizza bianca":
- 1 niewielka cukinia
- 3 ząbki czosnku
- 1 - 2 płaty wędzonego łososia
- 125 g śmietany 12%
- 1 jajko
- łyżka mąki ziemniaczanej
- połowa gałki muszkatołowej
- 1/4 dużej szalotki
- biały ser typu włoskiego (serwatkowy)
- czarne oliwki (opcjonalne)
- sól, pieprz



Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek, podsmażamy na niej zgniecione ząbki czosnku. Cukinię ścieramy na tarce o grubych oczkach, dodajemy na patelnię i zmniejszamy ogień. Dodajemy sól i pieprz i smażymy, aż cała woda z cukinii odparuje.
W tym czasie mieszamy śmietanę z jajkiem i mąką ziemniaczaną (tak, aby nie było grudek), dodając gałkę muszkatołową, troszkę soli i pieprzu. Część masy śmietanowej dodajemy do cukinii, kiedy już wyłączymy pod nią ogień.
Resztę masy wylewamy na ciasto i warstwami układamy: cukinię, szalotkę pokrojoną w cienkie piórka, łososia, ser i oliwki.

Wypełnienie "pizza z kiełbasą"
- ok. 5 cm kawałek ulubionej kiełbasy
- pikantny ketchup
- łagodna węgierska paprykowa pasta gulaszowa (lub ajvar)
- kabanos (opcjonalnie)
- 1/4 dużej szalotki
- pół świeżego pomidora
- czarne oliwki
- wędzony żółty ser (lub inny twardy ser, który lubimy)

Na cieście rozsmarowujemy ketchup i pastę paprykową, a potem układamy warstwami: plasterki kiełbasy, kawałki kabanosa, szalotkę pokrojoną w cienkie pióra, pomidora i oliwki. Wszystko posypujemy startym serem.



Pizzę pieczemy ok. 20 minut w 200 C.

U nas występowała z sałatką z fenkuła, ale o niej w innym odcinku.

Smacznego!

czwartek, 18 lipca 2013

Sezon na bób: sałatka na chłodne letnie wieczory


Przez kilka dni mnie nie było, bo spędzałam przedłużony weekend nad morzem, przypominając sobie, jak uwielbiam ten bezkresny szum.
Niezależnie od pory roku, wielka woda jest dla mnie fascynująca: zastygnięte przy brzegu fale w lutym, kapryśna, sztormowa wiosna, parzący lipcowy piasek i wietrzne podmuchy października. Morze jest dobre na wszystko.


Wróciłam w stęsknione ramiona Mięsożercy. Dla takich powrotów warto wyjeżdżać.

Wróciłam w środek miejskiego lata. Na ulicach mniejszy ruch, wieczorami przed knajpami większy tłok, a na bazarowych straganach bób, najlepszy, bo młodziutki, jędrny i jeszcze nie tak mączysty. W sam raz do pożarcia tak, po prostu, albo do sałatki.


Dziś zapraszamy na sałatkę z bobu na chłodniejsze letnie dni, z dodatkiem wędzonego boczku.

Potrzebujemy:
- pół kg bobu (czyli tyle, ile zostaje po podżeraniu)
- pęczek koperku
- 2 średnich cebul
- 1 średniej zielonej papryki
- 2 ząbków czosnku
- 30 dag surowego, wędzonego boczku
- pół główki sałaty lodowej
- 1 duży gruntowego ogórka
- dwóch garści koktajlowych pomidorków (7 - 10 sztuk)
- soli, pieprzu
- soku, wyciśnięty z połowy limonki
- oliwy z oliwek extra vergine

Bób ugotować z połową pęczku koperku do tak rozgotowanego stanu, jak lubimy, ale tak, żeby dawał się łuskać. Studzimy.
Boczek kroimy w kostkę lub paski, zesmażamy (bez tłuszczu) na miękkie skwarki, dodajemy pokrojone paprykę, cebulę i czosnek. Smażymy, aż warzywa będą miękkie.
W misce mieszamy wyłuskany bób, porwane liście sałaty lodowej, pokrojone w ćwiartki pomidorki, ogórka pokrojonego plasterki, posiekane drugie pół pęczku koperku i zesmażone wcześniej składniki.
Doprawiamy solą, pieprzem i skrapiamy oliwą, a także sokiem z limonki.


Smacznego!

piątek, 31 maja 2013

Prawie, jak chinkali

To jest wpis, za który mogą się na mnie oburzyć Gruzini i gruzinofile (a także miłośnicy kuchni tego regionu - gdzież moim pierożkom do tych prawdziwych!), ale zaryzykuję... 

Ciągle jeszcze nie byłam w Gruzji, ale za każdym razem, kiedy mam okazję o niej czytać lub słuchać tych, którzy tam byli, obiecuję sobie, że w końcu to nadrobię.
Kuchnia kaukaska w całej swojej prostocie, połączeniu smaków morza, gór, dalszego i bliższego wschodu, ale też zachodu, to takie "moje smaki". Do tego ciepło, otwartość, gościnność... No i te toasty! 
Od kiedy odkryłam chinkali, są moją wielką miłością. Pyszny pierożek, charakterystyczny pompon, w środku zamknięty soczysty kęsik mięsa i strzykający bulion. 
Obawiam się jednak, że ich składanie to sztuka, nad którą ciągle jeszcze muszę popracować.

W tworzeniu tego dania wspierałam się "Tradycyjną kuchnią gruzińską"



Na prawdziwe chinkali po kachetyjsku składają się:
ciasto:
500 g mąki pszennej
1 jajko
zimna woda
sól

Z mąki, jajka i posolonej zimnej wody zagnieść twarde, ale elastyczne ciasto.

farsz:
600 g miękkiej baraniny
1 duża cebula
1 łyżeczka zmielonych nasion kolendry
50 g świeżego kopru
czarny zmielony pieprz i sól do smaku

Baraninę zmielić dwukrotnie, dodać poszatkowaną lub startą na tarce cebulę. Do masy dodać kolendrę i drobno posiekany koper, posolić, posypać obficie pieprzem. Farsz dobrze wymieszać, dodać około 1/3 szklanki zimnej wody i starannie wyrobić.

Z ciasta zrobić wałek o średnicy ok 4 cm i pokroić go na kawałki długości ok. 1 cm. Każdy kawałek ciasta rozwałkować na krążek o średnicy 15 cm (lub 8 cm, w zależności od preferencji) tak, aby środek był nieco grubszy, niż brzegi.
Możemy też rozwałkować więcej ciasta i wykrawać okręgi odpowiednią szklanką.

Na środku krążka z ciasta układać łyżeczką farsz tak, aby pozostawało ok 3 cm wolnej przestrzeni od brzegu. Brzegi ciasta zebrać w falbankę nad nadzieniem i skręcić w pompon, uważając, aby nie porwać ciasta.

Do rondla nalać wody, posolić ją, zagotować. Nieco zmniejszyć ogień i wrzucać do delikatnie gotującej się wody pierożki po jednej sztuce.
Gotować przez 15 minut od chwili wrzucenia (ok. 10 minut od wynurzenia), lekko mieszając, aby nie przywarły do dna.
Chinkali należy podawać od razu. Można posypać je czarnym zmielonym pieprzem lub spryskać czerwonym octem winnym. Tradycyjnie je się je rękoma, trzymając za pompon i nadgryzając brzegi. Ważne, żeby nie wylać powstałego w środku bulionu.

Ponieważ wciąż trudno jest u nas dostać dobrą baraninę w jeszcze lepszej cenie, mój farsz nieco się różnił od książkowego.



Ja wzięłam:
600 g mielonego mięsa wołowo-wieprzowego (było średnio tłuste)
1,5 cebuli
łyżkę ziaren kolendry, które utłukłam w moździerzu
pęczek koperku
ok. 2/3 szklanki bulionu wołowo-drobiowego
świeżo zmielony pieprz kolorowy

Cebulę starłam na tarce, dodałam mięso i resztę przypraw. Powoli dolewałam bulionu, cały czas wyrabiając farsz, aż płyn zaczął się osadzać na dnie miski.
Potem postępowałam, jak w przepisie.

My lubimy je z kwaśną śmietaną.

Podobno najlepsi składacze chinkali wykonują około 20 - 25 fałdek na średniej wielkości pierożku.



Hm.
Jeszcze poćwiczę.

Smacznego!

środa, 29 maja 2013

Nie tylko na Wielkanoc: roladki z kurczaka z białą kiełbasą i sosem żurkowym

Jest kilka rzeczy fajnych w byciu dorosłym. Koronną jest to, że można robić to, co się chcę i lubi. 
Na przykład tworzyć nowe dania na Święta. Tak, żeby pośród tych tradycyjnych pojawiły się te, które wymyśliliśmy sami.

Brat M. mieszka poza Polską i nie mogło go być na tegorocznej Wielkanocy. Kiedy tylko przyjechał, postanowiliśmy odtworzyć mu choć część świątecznego śniadania (a właściwie już bardziej obiadu).

Zaprosiliśmy go więc na roladki z kurczaka z białą kiełbasą i sosem żurkowym, czyli nasz wielki wielkanocny triumf. Ale Wy nie musicie czekać aż do następnej Wielkanocy, żeby zrobić te roladki. My z pewnością nie będziemy :)



Roladki z kurczaka:
W zależności od głodomorstwa i pasibrzustwa, trzeba liczyć 1/2 - 2/3 kurzej piersi na osobę, choć my - na wszelki wypadek - mamy zwykle jedną w zapasie.
Poniżej proporcje na 3 osoby + 1 roladka dla niespodziewanego gościa

- 3 pojedyncze piersi z kurczaka (mniej więcej jednakowej wielkości, na tyle duże, żeby zmieściła się w nich kiełbasa)
- 3 kawałki białej kiełbasy (nieparzonej)
- 4 - 6 plasterków dojrzewającej szynki lub surowego wędzonego boczku (ciągle nie potrafimy zdecydować, która wersja bardziej nam smakuje. Nasz portfel ma wyraźną preferencję) na roladkę
- sól, pieprz, suszony majeranek



Wylaną cienką warstwą oleju lub oliwy blaszkę wstawiamy do piekarnika. Rozgrzewamy do 180 C.

Kurczaka myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym. Upewniamy się, że nie ma żadnej pozostałości po kostce.
Ostrym nożem jednym ruchem pogłębiamy naturalną kieszonkę (możemy też po prostu naciąć pierś w jej najgrubszym miejscu) tak, żeby zrobiło się miejsce na kiełbasę. Pod żadnym pozorem nie przecinamy piersi do końca!
Kieszonkę nacieramy solą, pieprzem i suszonym majerankiem, wpychamy weń kiełbasę, staramy się ją owinąć kurczakiem.
Tak utworzony pakiecik szczelnie otulamy plastrami szynki lub boczku. Ważne, żeby część z przecięciem była dobrze zakryta, a plastry kończyły się po drugiej stronie roladki.
Owinięte roladki wykładamy na rozgrzaną blaszkę rozcięciem do góry.

Piec 40 - 50 minut.



Sos żurkowy
[inspirowaliśmy się tym przepisem]

- 150 ml zakwasu na żurek
- 100 ml bulionu warzywnego
- 100 ml kwaśnej śmietany 12 lub 18%
- pół łyżki mąki pszennej
- suszony majeranek

Zakwas mieszamy z ciepłym bulionem, podgrzewamy. Mąkę rozcieramy w śmietanie, dodajemy trochę gorącego żurku, żeby zahartować, całość mieszamy, doprawiamy majerankiem. 

LUB

- połowa opakowania żurku w proszku
- pół szklanki wody
- pół - 2/3 szklanki śmietany
- suszony majeranek

Proszek rozrabiamy w wodzie, podgrzewamy, dodajemy śmietanę z majerankiem, mieszamy.

Roladki kroimy w 1 - 1,5 centymetrowe plastry, podajemy na łożu z sałaty, polanej sosem żurkowym. Sosem polewamy też samo mięso, dekorujemy kiełkami rzeżuchy (o której pamiętałam na Wielkanoc).




Może to pomysł na obiad długo-weekendowy?

Smacznego!

poniedziałek, 20 maja 2013

Obiad niedzielny: golonka w piwie

Tak, no wiem, mieliśmy jeść lżej. Więcej sałatek, więcej świeżych warzyw, mniej tłuszczu, mniej cukru, mniej węglowodanów. No mieliśmy. I właściwie się staramy. Naprawdę!
Tylko, że mama Mięsożercy pokazała mu ostatnio nową jatkę na bazarze. I tam była taka zgrabna goloneczka...



Na niedzielny obiad, Mięsożerca poleca golonkę duszoną w piwie, podpiekaną w piecu.

Zrobił to tak:

Wziął 1,4 kg świeżej golonki z małą kostką.



Golonkę umył, osuszył, skórę ponacinał w kratkę.

Do namaszczenia użył:

- grubej morskiej soli: 2 łyżeczki
- goździków: 10 sztuk
- czarnego mielonego pieprzu: 1 łyżeczka
- suszonego rozmarynu: 1 łyżeczka
- takiegoż majeranku: 1 łyżeczka
- świeżego czosnku: 5 ząbków, posiekanych
- korzenia imbiru: 2,5 cm

Wszystko wymieszał, natarł powstałą masą golonkę, odstawił na 3 godziny (można dłużej, na przykład zostawić na 12 - 24 godziny w lodówce).



Teraz wyjął z lodówki:
- olej do smażenia
- ciemne, lekkie piwo - 0,5 l


a z szafki:
- liście laurowe: 3
- ziele angielskie: 4



Postawił żeliwną brytfankę na gazie, rozgrzał w niej olej. Obsmażył golonkę ze wszystkich stron (zaczynając od najgrubszej skóry), a gdy była już rumiana i pachnąca, zalał piwem, wrzucił ziele i liście.

Kiedy piwo się zagotowało przykrył i dusił 2 godziny na małym ogniu, od czasu do czasu sprawdzając ilość płynu.

W międzyczasie zrobił glazurę z:
- miodu: 1 łyżka
- pasty z ostrej papryki: 1 łyżka
i rozgrzał piekarnik z blaszką w środku do 180 C.

Przełożył mięso z brytfanki na blaszkę, zalał glazurą, wsadził do piekarnika na 1 godzinę. Pozostały w brytfance sos zredukował - ten okazał się w efekcie bardzo słony (można by było temu zaradzić gotując w nim pół ziemniaka), ale używany w niewielkich ilościach idealnie podkreślał smak mięsa!


Do pożarcia z chlebem, pieczonymi ziemniakami lub kaszą (może być gryczana, może być pęczak). I michą sałatki, żeby mieć choć złudzenie, że odżywiamy się zdrowo...



Smacznego!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...