Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiady potrzebują czasu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiady potrzebują czasu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 stycznia 2014

Pomysł na niedzielny obiad: mięso duszone w soku owocowym

Dziś na obiad zaprasza Was Mięsożerca. Wyobraźcie sobie delikatnie słodkawe, miękkie, rozpływające się w ustach kawałki mięsa, a do tego duże kawałki warzyw i pyszny, słodko-kwaśny, choć absolutnie nie azjatycki sos...

My do dyspozycji mieliśmy wołowy rozbratel, ale możecie wykorzystać każde wołowe lub wieprzowe lekko tłuste i poprzerastane mięso. Może być szynka, może być łopatka, biodrówka, goleń... Podobnie z sokiem: u nas był domowy aroniowy, ale pasowałby też wiśniowy, z czarnej porzeczki, z ciemnych winogron, czerwonej porzeczki, czereśni, śliwkowy, albo, dla większego szpanu, słodkie, czerwone wino...



U nas było tak:
- 600 g wołowego rozbratla
- 2 cebule
- 4 - 5 ząbków czosnku
- 2 marchewki
- spora pietruszka
- kawałek selera
- biała część pora
- litr bulionu wołowego (z 2 kostek wołowych)
- 2 łyżki sosu worchestershire
- 3 łyżki soku z aronii
- sól, pieprz, cząber, majeranek, oliwa, olej

Mięso umyć i osuszyć ręcznikiem papierowym, obsypać solą, pieprzem, cząbrem i majerankiem, polać oliwą i rozetrzeć, żeby zamknąć smaki.



W żeliwnym garnku rozgrzać roślinny olej, obsmażyć mięso. Do garnka wrzucić pokrojone grubo warzywa i pokrojone ząbki czosnku. Po zmięknięciu cebuli podlać sosem zrobionym z bulionu, worcestera i soku, doprowadzić do zagotowania sosu, zmniejszyć ogień. Dusić 1,5 godziny, przekręcając mięso co mniej więcej pół godziny.

Podawać z pieczonymi ziemniakami. Albo z czymś, co wchłonie ten pyszny sos.



Smacznego!

środa, 15 stycznia 2014

"Szybkie" bliny gryczane

Ciekawa jestem, czy - tak, jak ja - słyszeliście wielokrotnie, że bliny są owszem, pyszne, ale bardzo niewdzięczne w produkcji. Bo czasochłonne, bo kapryśne, bo trudne, bo dużo przy nich pracy.


Otóż są pyszne. Bardzo. I wymagają, to prawda, sporo cierpliwości. Ale właściwie całą pracę za nas wykonują drożdże. Doprawdy nie ma się czego bać. Tym bardziej, że poza przepisami, zajmującymi blinom 8 godzin na wyrośnięcie, można też znaleźć przepisy na 3 godziny. Co to są 3 godziny w obliczu ciepłego, chrupiącego z zewnątrz i puszystego w środku, delikatnie gorzkawego placuszka?


Przepis pochodzi z książki "Kuchnia rosyjska" wydawnictwa REA. Poniżej z moimi modyfikacjami:
[Zrobiłam z połowy porcji. To błąd.]

- 4 szklanki mąki gryczanej
- 40 g [świeżych] drożdży
- 1/2 - 1 szklanki rozpuszczonego masła
- łyżka soli [następnym razem dam mniej, maks. 1/2]
- łyżka cukru
- 4 szklanki wody

Szklankę mąki gryczanej wymieszać dokładnie [drewnianą szpatułką] z 1 szklanką zimnej wody. Dolać 3 szklanki wrzątku, jeszcze raz wymieszać. [Chwilę odczekać.] Dodać masło i rozpuszczone drożdże [ja rozpuściłam je w maśle], postawić w ciepłym miejscu [na 45 - 60 minut], żeby ciasto podrosło. Ubić je łopatką, dodać sól, cukier, 3 szklanki mąki gryczanej i dokładnie wymieszać. Ponownie odstawić do wyrośnięcia [na 60 - 75 minut], a potem, już nie mieszając, usmażyć bliny.
Jeśli przed smażeniem okaże się, że ciasto jest zbyt gęste, trzeba przełożyć do innego naczynia 2 łyżki ciasta, wymieszać z wodą i dopiero połączyć z resztą ciasta.
Ciasto nakładać łyżką na małą rozgrzaną (najlepiej żeliwną) patelnię. Gdy bliny na patelni zaczną rosnąć i się rumienić, trzeba je z wierzchu posmarować masłem [pominęłam], przewrócić, dosmażyć i trzymać w ciepłym miejscu, żeby nie ostygły.
Bliny powinny być dużo grubsze od zwykłych naleśników, pulchne, porowate i lekkie.


Moje bliny miały formę racuszków, tak było mi je wygodniej przekręcać, ale te prawdziwe mają raczej formę - jakkolwiek to nie zabrzmi - amerykańskich pancake'ów.

Bliny podajemy ze śmietaną, kawiorem, masłem lub konfiturami. Tak mówi książka. My jedliśmy je z duszoną wołowiną w sosie śmietanowo-grzybowym.

Smacznego!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

A po Wigilii: szynka z goździkami, duszona w piwie

Zgodnie z tradycją w Wigilię jemy dania rybne, a w każdym razie bezmięsne (no, albo nie i wtedy możemy sobie poniższe danie zrobić i 24-tego), ale już pierwszego dnia Świąt, na rodzinny obiad, możemy sobie pozwolić na wieprzową ucztę. 
Na przykład, na szynkę, szpikowaną goździkami i duszoną w piwie. Niektóre browary specjalnie z okazji Świąt wypuszczają limitowaną edycję piwa korzennego, my takiego właśnie użyliśmy.


Potrzebujemy:
- kawałka szynki (nasz miał 500 g)
- goździków w ilości wystarczającej do naszpikowania
- cebuli (u nas 1), całych ząbków czosnku (u nas 4)
- soli, pieprzu
- tyle piwa, żeby cała szynka była nim pokryta (u nas wystarczyło 0,5 l)
- olej lub inny tłuszcz do podsmażenia

Szynkę nacieramy solą i pieprzem, szpikujemy równo goździkami i tak zostawiamy na co najmniej 30 minut.
W żeliwnym garnku rozgrzewamy tłuszcz, obsmażamy mięso ze wszystkich stron, na końcu dodając pokrojoną w piórka cebulę i całe ząbki czosnku. Zalewamy piwem i pozwalamy się potrawie dusić pod przykryciem, aż mięso będzie miękkie (45 minut - godzinę).



Smacznego!

poniedziałek, 18 listopada 2013

Po prostu pieczona gęś z jabłkami. Za to najlepsza na świecie.

Wiele osób miało wpływ na to, że i jak dzisiaj gotuję. Właściwie były to całe pokolenia. W kuchni unoszą się rodzinne opowieści i przekazy, tradycje wielu warszawskich domów. Moje prababcie gotowania uczyły się od swoich mam (i z przeuroczych książek dla gospodyń domowych) i przekazywały tę wiedzę dalej.

Ale osobą, która pokazała mi tej magii najwięcej, jest bez wątpienia moja mama. To ona nauczyła mnie, że można zrobić wszystko od podstaw, szczególnie, kiedy niczego nie ma. Że tradycja jest bardzo ważna i pewne rzeczy robi się tylko tak, a nie inaczej, ale że czasem trzeba pójść na ustępstwa. I przygotować tradycyjne, wigilijne sardynki. Bo są. Że czasem nam po prostu coś nie wyjdzie. Zwykle wówczas, kiedy najbardziej nam zależy. I że pozwala to się nam uczyć na błędach, mimo naszego okropnego rozczarowania. Że gotowanie, wymyślanie, przyrządzanie to mnóstwo różnych emocji, ale przede wszystkim frajda, dokładnie tak, jak planowanie przyjęć. I że jak już robimy przyjęcie, to tak, żeby brać w nim udział, a nie siedzieć w charakterze spoconej podkuchennej w innym pomieszczeniu. Na przykład, piekąc przepyszną gęś z jabłkami...


Potrzebujemy do tego naprawdę niewiele:
- 1 gęsi (u nas 3600 g), najlepiej owsianej
- soli
- majeranku
- jabłek (u nas 5 szarych renet, mogłoby być 6)
- czosnku (ile lubicie)
- czasu i cierpliwości



Na wieczór przed podaniem gęś nacieramy solą i majerankiem, po czym wyrzucamy wszystko inne z lodówki, bo ptak zabiera mnóstwo miejsca.
W dniu pieczenia obliczamy czas: na każdy kilogram gęsi potrzebujemy godziny, i dodatkowo 15 - 20 minut na ładne zbrązowienie skóry. Nasza gęś piekła się 4 godziny.



Jabłka obieramy, wykrawając gniazda nasienne i kroimy w ósemki, na końcu mieszając je z majerankiem, czosnkiem, pokrojonym w płatki, solą i pieprzem.



Faszerujemy tym gęś "do wypęku", ale tak, żeby jeszcze móc ją związać. Wiążemy za pomocą wykałaczek (lub specjalnych igieł) i dratwy.




W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 170 - 180 C. Do nagrzanego wkładamy gęś. Po godzinie przychodzimy sprawdzić. Jeśli wygląda, jakby się w ogóle nie piekła, przykrywamy ją folią aluminiową matowym do góry. Jeśli wygląda, jakby rumieniła się zbyt szybko, przykrywamy ją folią aluminiową srebrnym do góry.
Na godzinę przed końcem pieczenia możemy gęś obłożyć obranymi ziemniakami.


Powstałego w trakcie pieczenia smalcu nie wyrzucamy, tylko zlewamy. Jeśli gęś jest wyjątkowo tłusta, tłuszcz odkrawamy i wytapiamy jeszcze przed pieczeniem, uzyskując w ten sposób przepyszny czysty smalec.

Dobór sałatek pozostawiam Wam.

Smacznego!

wtorek, 5 listopada 2013

Pomysł na weekendowy obiad: żeberka duszone w cydrze

Czyli przepyszna pyszność, przygotowana w całości przez Mięsożercę. Idealne na niedzielny obiad, również pokazowy, chociaż możecie nie chcieć się tym daniem dzielić...



Potrzebujemy:
- 600 g ładnych żeberek
- 1 litra cydru
- 1 dużej marchewki
- 1 średniej pietruszki
- kawała selera
- 10 cm białego pora
- 1 dużej cebuli
- łyżeczki majeranku
- łyżeczki soli, pół łyżeczki pieprzu
- dwóch łyżek oliwy
- oleju
- listka laurowego, ziarenek ziela angielskiego

Żeberka namaszczamy w soli, majeranku, pieprzu i oliwie, odstawiamy na co najmniej pół godziny, po czym obsmażamy w oleju roślinnym. Kiedy są już złociste, dodajemy pokrojone warzywa, wrzucamy listek i ziele, a na końcu zalewamy cydrem.


Dusimy pod przykryciem 1,5 godziny.

Podajemy z ziemniakami, albo ryżem, albo kaszą. I surówką, na przykład z kapusty.


Smacznego!

poniedziałek, 28 października 2013

Obiad od Święta: [wstydliwa] Kaczka z jabłkami

Pieczony drób, szczególnie kaczka, czy gęś, kojarzy mi się niezmiennie z Okazjami: rodzinnymi obiadami, urodzinami, Wielkimi Przyjęciami, proszonymi kolacjami... A przecież zdarza się nam z Mięsożercą upiec sobie kurczaka tak, po prostu, bo lubimy.

Wczoraj jednak byli u nas przyjaciele z małą dziewczynką, tym razem bez kucyków, i postanowiliśmy zrobić pieczoną kaczkę z jabłkami. Nasz najmłodszy gość ze smakiem zajadał kaczkę z pestkami granatu, więc może powinniśmy pomyśleć też o takim połączeniu?

Upieczona kaczka zręcznie unikała obiektywu, stąd jej "wstydliwość"...



Składniki:
- 1 niekoniecznie największa kaczka (nasza miała 2 kg)
- 2 - 3 łyżki majeranku
- łyżka oliwy lub oleju
- 2 - 4 jabłka (w zależności od wielkości)
- opcjonalnie: czosnek
- ziemniaki
- sól, pieprz

W wyniku przygód z kaczkami, które kompletnie nie chcą się upiec, moja mama doszła do wniosku, którego się trzymamy: najbardziej godne zaufania są kaczki "barbarie", zwane również Barbie ;)

Wieczorem przed podaniem kaczkę myjemy, sprawdzamy dokładnie brak podrobów w środku i oskubujemy pincetą z ewentualnych pozostałych piór. Tak przygotowaną nacieramy oliwą, mieszaniną majeranku, soli i pieprzu, po czym zostawiamy, przykrytą, na noc w lodówce.

Następnego dnia faszerujemy pokrojonymi w ósemki jabłkami z majerankiem (można dodać też zgnieciony czosnek), zaszywamy lub spinamy wykałaczkami.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 C i pieczemy przez godzinę na każdy kilogram - czyli u nas 2 godziny. Po godzinie od rozpoczęcia pieczenia co jakiś czas polewamy kaczkę wytopionym tłuszczem.
Po opisanym wyżej czasie pieczenia podkręcamy piekarnik do 200 - 210 C, żeby pozwolić kaczce zrumienić się przez 15 minut.

Ziemniaki myjemy, obieramy i podgotowujemy w osolonym wrzątku przez 15 - 20 minut, po czym wrzucamy do brytfanny z kaczką na ostatnie 20 - 30 pieczenia.

Podajemy z żurawiną, marynatami i ulubioną surówką. Przepis na pasującą do pieczonego drobiu sałatkę z czerwonej kapusty w przygotowaniu :)

Smacznego!

środa, 23 października 2013

Sezon na dynię: orkiszowe racuchy

Wybraliśmy się na miejski, jesienny spacer w pięknym słońcu i szeleszczących pod stopami liściach. 
Jaka piękna jesień nas spotkała w tym roku!
Jesień pełna sprzecznych emocji - od pożegnań, do oczekiwania najważniejszego spotkania.
Jesień dyniowa i orzechowa. Mogłabym żywić się tylko tymi dwoma produktami, ku rozpaczy Mięsożercy.



Dziś zapraszamy na orkiszowe racuchy z dynią, podane z jabłkami i gruszkami w miodzie, a także prażonymi z solą i rozmarynem orzechami włoskimi.

Potrzebujemy:
- 350 g pieczonej dyni Waszego wyboru (ok. 800 g surowej dyni)
- 20 g świeżych drożdży
- 30 g cukru (jeśli wolicie słodsze placki, możecie dać 50 g)
- 350 g razowej orkiszowej mąki
- 50 g pszennej mąki
- 200 g kefiru
- 2 jajka
- szczypta soli
- 1/4 - 1/3 szklanki ciepłej wody
- olej do smażenia

oraz:
- 2 niewielkich gruszek
- 1 sporego jabłka
- łyżeczki cynamonu
- 150 g orzechów włoskich
- łyżeczka świeżego rozmarynu
- pół łyżeczki grubej soli


Dynię myjemy, pestkujemy, kroimy na mniejsze kawałki i pieczemy razem ze skórą w 180 - 200 C przez 30 - 45 minut, aż stanie się miękka i będzie ją można rozdrobnić widelcem. Tak przygotowaną (bez skóry) odstawiamy do przestygnięcia.
Z drożdży, cukru, 1 - 1,5 łyżki wymieszanej mąki, łyżki kefiru i ciepłej wody robimy rozczyn. Kiedy drożdże "ruszą", co zajmie ok. 15 minut, możemy zrobić ciasto, miksując wszystkie składniki do osiągnięcia gęstości śmietany.
Teraz, ciasto musi podwoić objętość w ciepłym miejscu, wrócimy do niego za 1 - 1,5 godziny.
Racuchy smażymy partiami na rozgrzanym tłuszczu po ok. 2 minuty na każdej ze stron.

Owoce obieramy, pozbawiamy gniazd nasiennych, kroimy w grubą kostkę, mieszamy z miodem i podgrzewamy na małym ogniu przez ok. 10 - 15 minut, aż owoce zmiękną i puszczą troszkę soku, który wymiesza się z rozpuszczonym miodem.
Orzechy posypujemy rozmarynem i solą, wkładamy do blachy i prażymy, potrząsając, w piekarniku rozgrzanym do 180 C przez 10 - 12 minut (uważajmy, żeby się nie spaliły!).


Do racuchów możemy też podać gęsty jogurt, lub śmietanę. 

Smacznego!

wtorek, 6 sierpnia 2013

Inspirowane Państwem Środka: pieczona wieprzowa łopatka i sos śliwkowy

Któregoś dnia obudzimy się, i za oknem będzie przyjemnie, słonecznie, będzie wiał lekki wiaterek, a naszym jedynym marzeniem nie będzie duży basen, tylko spacer w światłocieniu i rodzinny obiad. Być może nawet będzie to jakaś niedziela?

W lodówce znajdziemy kawałek wieprzowej łopatki, a na straganach świeże śliwki. I pomyślimy: "pieczona łopatka z chińską nutą".


Będziemy potrzebować:
- ładnego kawałka wieprzowej łopatki z kością (ok. 700 g)
- 1 dużej cebuli
- 4 ząbków czosnku
- łyżki oleju
- 2 łyżek sosu sojowego
- chili (całej papryczki, albo 1/2 łyżki ostrego sosu)
- ok. 3 cm korzenia imbiru, startego
- łyżeczki octu ryżowego (lub balsamicznego, no trudno)
- 1,5 łyżki miodu

Łopatkę myjemy pod bieżącą wodą, osuszamy i nacieramy marynatą z pozostałych składników (cebulę kroimy w ósemki, czosnek miażdżymy nożem, obkładamy nimi mięso). Wstawiamy w szczelnie zamkniętym opakowaniu do lodówki na co najmniej 2 godziny (u mnie 4).

Piekarnik nagrzewamy do 180 C, rozgrzewając w nim brytfannę. Przekładamy do niej mięso wraz z cebulą, czosnkiem i marynatą i pieczemy przez 50 - 60 minut (możemy je raz obrócić).


Do tego zrobimy także sos z polskich śliwek:
- 300 g wypestkowanych śliwek węgierek
- 1 średnia cebula
- 2 ząbki czosnku
- 1 cm korzenia imbiru (do starcia)
- łyżeczka balsamico
- łyżka sosu sojowego
- pieprz
- ok. pół szklanki wody
- olej


Cebulę i czosnek szatkujemy i podsmażamy na oleju. Kiedy są już zrumienione, dodajemy do nich pokrojone w grubą kostkę śliwki wraz ze skórką, starty imbir i ocet balsamiczny. Chwilę smażymy, mieszając, po czym dodajemy część wody, sos sojowy i pieprz. Pozwalamy wodzie odparować, dolewamy resztę. Smażymy, mieszając od czasu do czasu, tak długo, aż osiągniemy pożądaną konsystencję (bardziej płynna da nam sos, mniej płynna będzie bardziej skoncentrowana w smaku, ale będzie raczej przypominać chutney. Nasz wybór).


Mięso kroimy w grube plastry, podajemy z sosem i ryżem, lub makaronem (soba, udon lub dowolnym ryżowym) i jakąś lubianą przez nas sałatką.

Smacznego!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Greckie klimaty - avgolemono

Nie lubię się powtarzać, ale pojechałabym nad morze...

Ponieważ chłodzący, bezkresny lazur nie chce się przybliżyć, dziś zabrała nas tam nasza kuchnia, serwując nam avgolemono, czyli grecką zupę cytrynową.
Ostrzegam, że w pierwszej chwili zupa jest rozgrzewająca!
Tym razem wzorowałam się na tym przepisie.


Tworzenie zupy zaczynamy od zrobienia pysznego bulionu drobiowego.
Potrzebujemy:
- pęczku włoszczyzny (marchewek, pietruszek, pora, selera)
- kilku ziemniaczków (3 - 4 sztuki)
- korpusu z kurczaka (lub co najmniej 2 całych podudzi)
- soli, ziaren pieprzu, ziela angielskiego, liści laurowych
- ewentualnie, dla podbicia smaku, możemy dodać kostki rosołowej
- oliwa z wytłoczyn oliwek do podsmażenia kurczaka
- 2 litrów wody

Kurczaka myjemy i osuszamy. W dużym garnku rozgrzewamy oliwę i obsmażamy drób ze wszystkich stron. Kiedy jest już podsmażony, zalewamy go zimną wodą i dodajemy warzywa, pokrojone w grube kawałki (albo nawet nie). Dodajemy przyprawy, zagotowujemy i zmniejszamy ogień pod garnkiem. Pozwalamy bulionowi mrugać przez co najmniej półtorej godziny.
Bulion możemy przygotować poprzedniego dnia.

Przygotowany, wygotowany wywar drobiowo-kurczakowy przecedzamy, odmierzamy 1,5 litra.
Do zupy potrzebujemy także:
- 3 jajek
- soku z 2 średnich cytryn (albo 1 dużej)
- plasterków cytryny

Bulion zagotowujemy. W tym czasie mieszamy jajka z cytrynowym sokiem. Dodajemy wrzący bulion (2 chochle), cały czas mieszając. Bulion zdejmujemy z ognia, kiedy przestaje wrzeć dodajemy do niego masę jajeczno-cytrynową, również mieszając.
Zupę podajemy w miseczkach z plasterkiem cytryny.

W oryginale zupę podaje się z drobnym makaronem lub ryżem, co pominęłam bez szkody dla smaku, ale ze szkodą dla tekstury.


Smacznego!

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Viva Mexico! - wołowina



Dziś obiad inspirowany Meksykiem. A może Teksasem? Nie byłam ani tu, ani tu, więc mogę tylko zgadywać.
Za oknem gorąco (i dobrze!), do plaży daleko, niech chociaż na talerzu będzie równie ogniście.

Zrobiłam to tak:
- ok. 500 g wołowiny na gulasz pokroiłam w kostkę
- 1,5 średniej cebuli w piórka
- 3 ząbki czosnku zmiażdżyłam nożem
- otworzyłam puszkę pomidorów pelati, kukurydzy i czerwonej fasoli
- przygotowałam przyprawy: pieprz, oregano (meksykańskie jest podobno nieco inne od śródziemnomorskiego, ale miałam to drugie), suszoną papryczkę pepperoni, kmin i ziarna kolendry
- a także wodę, oliwę z oliwek i kostkę bulionu wołowego


Na dużej patelni rozgrzałam ok. łyżki oliwy i na niej podsmażyłam wołowinę, na końcu dodając cebulę i czosnek, a także po szczypcie przypraw (w tym całą papryczkę, którą roztarłam w palcach).
Zalałam wszystko ok. połową szklanki ciepłej wody, dodałam bulion. Doprowadziłam do wrzenia, mieszając, po czym zmniejszyłam ogień do minimum i zapomniałam o potrawie na 40 minut. W tym czasie płyn się zredukował, a mięso zmiękło.

Wówczas dodałam pomidory, odsączoną fasolę i kukurydzę, oraz kolejne dwie szczypty oregano, na czubek noża kminu i szczyptę kolendry.
Dusiłam mieszając okazjonalnie jeszcze przez 30 minut, pozwalając zredukować się sosowi.


Można podawać z ryżem, a u nas danie występowało w towarzystwie pszennej tortilli (zamiast smalcu dałam oliwę z wytłoczyn oliwek), zawinięte razem z sałatą, pomidorem (szkoda, że nie mieliśmy awokado!), cebulą, jogurtem i diabelnie ostrym sosem jalapeno.



Smacznego!

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Jedzenie na poprawę samopoczucia


Od jakiegoś czasu mam ochotę i potrzebę zadbania o siebie. Tym razem jednak nie w ten "zjem trzy paczki chipsów i dwa litry lodów" nastoletni sposób (choć znam i ten stan), tylko nieco bardziej dorośle.

Zaczęłam od tego, że zrobiłam sobie dużo więcej swetrowych poduszek.



Wróciłam do ćwiczeń, może nawet znów uda się, że codziennych i kupiłam sobie moje najukochańsze peonie - niby bez związku, a jednak...



A dziś na obiad zrobiłam nam ulubioną potrawę mojej babci, czyli duszonego z warzywami kurczaka. Z ryżem. Do tego dania bierzemy:
- dwie tylne kurczęce ćwiartki
- dwie spore marchewki
- 1/4 dużego selera (zamiennie możemy wziąć kilka pędów naciowego)
- 2 średnie pietruszki
- białą część pora
- dużą cebulę
- troszkę masełka i/lub oliwy do podsmażenia kurczaka
- bulion warzywny lub drobiowy
- 2 liście laurowe, ziele angielskie, sól, pieprz. Dużo pieprzu.

Natartego solą i pieprzem kurczaka obsmażamy na maśle, dodając pod koniec liść laurowy i ziele. Kiedy mięso się zezłoci, wlewamy około litr bulionu, zakrywamy, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przez kilka chwil na małym ogniu.
W tym czasie obieramy warzywa i kroimy je w kostkę. Albo w talarki. Albo grubo. Jak lubimy.
Do bulgoczącego rosołu wsypujemy warzywa (zaczynamy od korzeniowych), znów przykrywamy (nie całkiem - tak, aby para mogła uchodzić i płyn się zredukował) i dusimy tak długo, aż warzywa zmiękną, a mięso z kurczaka będzie odchodzić od kości. Przyprawiamy. Mięso możemy, ale nie musimy, rozdrobnić.
Jeśli płynu nadal jest sporo, możemy w nim ugotować ryż. Jeśli się zredukował, w osobnym naczyniu zagotowujemy wodę z kilkoma łyżkami bulionu powstałego z duszenia i w niej gotujemy ryż. Jeśli chcemy ugotować ryż na sypko, a ja chciałam, gotujemy go w dużej ilości płynu, więcej, niż w proporcji 1 - 2. Kiedy ryż jest ugotowany, pozostałą wodę odlewamy.

Jemy i czujemy się zdrowsi, ukojeni. Trochę, jak przy jedzeniu domowego rosołu z kluseczkami. Danie jako takie w ogóle możemy jeść z kluseczkami.



Smacznego!

wtorek, 4 czerwca 2013

Gołąbki inaczej

Jak już wspominałam, bardzo lubię pęczak.
Ostatnio na bazarze udało mi się dostać jego tak zwaną "wiejską" odmianę - według mnie to po prostu nieprzetworzony jęczmień (pyszny!)

Jeśli już nie możecie patrzeć na kaszotto, oto jest inny sposób na wykorzystanie tej rewelacyjnej kaszy.
 Może niezupełnie tradycyjne: fioletowe gołąbki!



Potrzebujemy:
- niewielkiej główki czerwonej kapusty (lub zielonej, jeśli czerwona jest poza sezonem)
- szklanki pęczaku
- warzywnego bulionu do gotowania kaszy
- cebuli
- pęczku młodej włoszczyzny
- garści suszonych pomidorów
- skórki otartej z jednej cytryny
- 200 g wędzonego twarogu
- 2 jajek
- kawałka żółtego wędzonego sera (opcjonalnie)
- kawałka kiełbasy (opcjonalnie)
- łyżeczki posiekanego świeżego rozmarynu
- pół łyżeczki świeżego tymianku
- pieprzu
- bulionu, liści laurowych, ziela angielskiego do gotowania gołąbków


Kapustę (wierzchnie, brzydkie 2 - 3 liście wyrzucamy) parzymy we wrzątku, co oznacza, że wkładamy ją w całości do dużego garnka i gotujemy przez kilka-kilkanaście minut. Powstały płyn w kolorze atramentu odlewamy.
Kiedy kapusta wystygnie, ostrożnie oddzielamy liść po liściu, starając się je jak najmniej uszkodzić. Tymi, które się jednak przerwą, wyłożymy dno garnka.
Z liści przeznaczonych na gołąbki ostrożnie wycinamy najgrubsze miejsce, uważając, aby nie zrobić dziury.

Pęczak gotujemy w osolonej wodzie lub bulionie warzywnym, w proporcji 1 - 3, czyli 1 szklankę pęczaku w 3 szklankach płynu. Kiedy jest już miękki, odlewamy nadmiar płynu. Pęczak studzimy.

Na patelni podsmażamy kiełbasę (jeśli jej używamy) i cebulę (jeśli nie używamy kiełbasy, najpierw na patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy). Włoszczyznę kroimy w drobne kawałki, dodajemy do podsmażonej cebuli razem z suszonymi pomidorami. Wszystko przez chwilę smażymy na małym ogniu, mieszając, po czym dodajemy rozmaryn, tymianek i pieprz.



Studzimy.

W dużej misce mieszamy pęczak, podsmażone warzywa (z kiełbasą), twaróg, ser i jajka. [Jak zatrzymamy się przed dodaniem jajek, wyjdzie nam bardzo pyszna sałatko-pasta]
Farsz wykładamy na przygotowane wcześniej liście, zawijamy jak tradycyjne gołąbki (wzdłuż głównego nerwu, zawijając brzegi do środka).



Przygotowane gołąbki układamy warstwowo w dużym garnku, zalewamy bulionem (zimnym), wrzucamy ziele angielskie i liście laurowe, gotujemy do miękkości liści.

Podajemy z sosem koperkowym:
- 1/2 szklanki śmietany 12 lub 18%
- 1/4 szklanki bulionu warzywnego
- dużo świeżego koperku do smaku

Śmietanę hartujemy gorącym bulionem, podgrzewamy do zagęszczenia (ale nie zagotowania!), wrzucamy szczypiorek, polewamy gołąbki.




Smacznego!

środa, 29 maja 2013

Nie tylko na Wielkanoc: roladki z kurczaka z białą kiełbasą i sosem żurkowym

Jest kilka rzeczy fajnych w byciu dorosłym. Koronną jest to, że można robić to, co się chcę i lubi. 
Na przykład tworzyć nowe dania na Święta. Tak, żeby pośród tych tradycyjnych pojawiły się te, które wymyśliliśmy sami.

Brat M. mieszka poza Polską i nie mogło go być na tegorocznej Wielkanocy. Kiedy tylko przyjechał, postanowiliśmy odtworzyć mu choć część świątecznego śniadania (a właściwie już bardziej obiadu).

Zaprosiliśmy go więc na roladki z kurczaka z białą kiełbasą i sosem żurkowym, czyli nasz wielki wielkanocny triumf. Ale Wy nie musicie czekać aż do następnej Wielkanocy, żeby zrobić te roladki. My z pewnością nie będziemy :)



Roladki z kurczaka:
W zależności od głodomorstwa i pasibrzustwa, trzeba liczyć 1/2 - 2/3 kurzej piersi na osobę, choć my - na wszelki wypadek - mamy zwykle jedną w zapasie.
Poniżej proporcje na 3 osoby + 1 roladka dla niespodziewanego gościa

- 3 pojedyncze piersi z kurczaka (mniej więcej jednakowej wielkości, na tyle duże, żeby zmieściła się w nich kiełbasa)
- 3 kawałki białej kiełbasy (nieparzonej)
- 4 - 6 plasterków dojrzewającej szynki lub surowego wędzonego boczku (ciągle nie potrafimy zdecydować, która wersja bardziej nam smakuje. Nasz portfel ma wyraźną preferencję) na roladkę
- sól, pieprz, suszony majeranek



Wylaną cienką warstwą oleju lub oliwy blaszkę wstawiamy do piekarnika. Rozgrzewamy do 180 C.

Kurczaka myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym. Upewniamy się, że nie ma żadnej pozostałości po kostce.
Ostrym nożem jednym ruchem pogłębiamy naturalną kieszonkę (możemy też po prostu naciąć pierś w jej najgrubszym miejscu) tak, żeby zrobiło się miejsce na kiełbasę. Pod żadnym pozorem nie przecinamy piersi do końca!
Kieszonkę nacieramy solą, pieprzem i suszonym majerankiem, wpychamy weń kiełbasę, staramy się ją owinąć kurczakiem.
Tak utworzony pakiecik szczelnie otulamy plastrami szynki lub boczku. Ważne, żeby część z przecięciem była dobrze zakryta, a plastry kończyły się po drugiej stronie roladki.
Owinięte roladki wykładamy na rozgrzaną blaszkę rozcięciem do góry.

Piec 40 - 50 minut.



Sos żurkowy
[inspirowaliśmy się tym przepisem]

- 150 ml zakwasu na żurek
- 100 ml bulionu warzywnego
- 100 ml kwaśnej śmietany 12 lub 18%
- pół łyżki mąki pszennej
- suszony majeranek

Zakwas mieszamy z ciepłym bulionem, podgrzewamy. Mąkę rozcieramy w śmietanie, dodajemy trochę gorącego żurku, żeby zahartować, całość mieszamy, doprawiamy majerankiem. 

LUB

- połowa opakowania żurku w proszku
- pół szklanki wody
- pół - 2/3 szklanki śmietany
- suszony majeranek

Proszek rozrabiamy w wodzie, podgrzewamy, dodajemy śmietanę z majerankiem, mieszamy.

Roladki kroimy w 1 - 1,5 centymetrowe plastry, podajemy na łożu z sałaty, polanej sosem żurkowym. Sosem polewamy też samo mięso, dekorujemy kiełkami rzeżuchy (o której pamiętałam na Wielkanoc).




Może to pomysł na obiad długo-weekendowy?

Smacznego!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...