Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjęcia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 stycznia 2014

Chrupie w ustach

Znam kogoś, kto ma dziś urodziny...


Już od dawna czaiłam się, żeby zrobić mu ten "tort": ptysiową wieżę Croquembouche. Tak się składa, że miałam kiedyś kiedyś, małą dziewczynką będąc, okazję spróbować jego bardzo profesjonalnej wersji na przyjęciu we francuskiej ambasadzie. Wspomnienie chrupiącej słodyczy, kryjącej we wnętrzu aksamitny krem zostało ze mną do dziś.

A dziś, właśnie dziś, są urodziny Mięsożercy.

Miśku, wiem, że to będzie dobry rok, pełen wyzwań, które okażą się nie być wcale tak trudne. Życzę Ci, żebyś mógł je smakować jedno po drugim.



Kocham Cię.


Przepis znalazłam u niezawodnej Doroty.

niedziela, 19 stycznia 2014

Pomysł na niedzielny obiad: mięso duszone w soku owocowym

Dziś na obiad zaprasza Was Mięsożerca. Wyobraźcie sobie delikatnie słodkawe, miękkie, rozpływające się w ustach kawałki mięsa, a do tego duże kawałki warzyw i pyszny, słodko-kwaśny, choć absolutnie nie azjatycki sos...

My do dyspozycji mieliśmy wołowy rozbratel, ale możecie wykorzystać każde wołowe lub wieprzowe lekko tłuste i poprzerastane mięso. Może być szynka, może być łopatka, biodrówka, goleń... Podobnie z sokiem: u nas był domowy aroniowy, ale pasowałby też wiśniowy, z czarnej porzeczki, z ciemnych winogron, czerwonej porzeczki, czereśni, śliwkowy, albo, dla większego szpanu, słodkie, czerwone wino...



U nas było tak:
- 600 g wołowego rozbratla
- 2 cebule
- 4 - 5 ząbków czosnku
- 2 marchewki
- spora pietruszka
- kawałek selera
- biała część pora
- litr bulionu wołowego (z 2 kostek wołowych)
- 2 łyżki sosu worchestershire
- 3 łyżki soku z aronii
- sól, pieprz, cząber, majeranek, oliwa, olej

Mięso umyć i osuszyć ręcznikiem papierowym, obsypać solą, pieprzem, cząbrem i majerankiem, polać oliwą i rozetrzeć, żeby zamknąć smaki.



W żeliwnym garnku rozgrzać roślinny olej, obsmażyć mięso. Do garnka wrzucić pokrojone grubo warzywa i pokrojone ząbki czosnku. Po zmięknięciu cebuli podlać sosem zrobionym z bulionu, worcestera i soku, doprowadzić do zagotowania sosu, zmniejszyć ogień. Dusić 1,5 godziny, przekręcając mięso co mniej więcej pół godziny.

Podawać z pieczonymi ziemniakami. Albo z czymś, co wchłonie ten pyszny sos.



Smacznego!

środa, 15 stycznia 2014

"Szybkie" bliny gryczane

Ciekawa jestem, czy - tak, jak ja - słyszeliście wielokrotnie, że bliny są owszem, pyszne, ale bardzo niewdzięczne w produkcji. Bo czasochłonne, bo kapryśne, bo trudne, bo dużo przy nich pracy.


Otóż są pyszne. Bardzo. I wymagają, to prawda, sporo cierpliwości. Ale właściwie całą pracę za nas wykonują drożdże. Doprawdy nie ma się czego bać. Tym bardziej, że poza przepisami, zajmującymi blinom 8 godzin na wyrośnięcie, można też znaleźć przepisy na 3 godziny. Co to są 3 godziny w obliczu ciepłego, chrupiącego z zewnątrz i puszystego w środku, delikatnie gorzkawego placuszka?


Przepis pochodzi z książki "Kuchnia rosyjska" wydawnictwa REA. Poniżej z moimi modyfikacjami:
[Zrobiłam z połowy porcji. To błąd.]

- 4 szklanki mąki gryczanej
- 40 g [świeżych] drożdży
- 1/2 - 1 szklanki rozpuszczonego masła
- łyżka soli [następnym razem dam mniej, maks. 1/2]
- łyżka cukru
- 4 szklanki wody

Szklankę mąki gryczanej wymieszać dokładnie [drewnianą szpatułką] z 1 szklanką zimnej wody. Dolać 3 szklanki wrzątku, jeszcze raz wymieszać. [Chwilę odczekać.] Dodać masło i rozpuszczone drożdże [ja rozpuściłam je w maśle], postawić w ciepłym miejscu [na 45 - 60 minut], żeby ciasto podrosło. Ubić je łopatką, dodać sól, cukier, 3 szklanki mąki gryczanej i dokładnie wymieszać. Ponownie odstawić do wyrośnięcia [na 60 - 75 minut], a potem, już nie mieszając, usmażyć bliny.
Jeśli przed smażeniem okaże się, że ciasto jest zbyt gęste, trzeba przełożyć do innego naczynia 2 łyżki ciasta, wymieszać z wodą i dopiero połączyć z resztą ciasta.
Ciasto nakładać łyżką na małą rozgrzaną (najlepiej żeliwną) patelnię. Gdy bliny na patelni zaczną rosnąć i się rumienić, trzeba je z wierzchu posmarować masłem [pominęłam], przewrócić, dosmażyć i trzymać w ciepłym miejscu, żeby nie ostygły.
Bliny powinny być dużo grubsze od zwykłych naleśników, pulchne, porowate i lekkie.


Moje bliny miały formę racuszków, tak było mi je wygodniej przekręcać, ale te prawdziwe mają raczej formę - jakkolwiek to nie zabrzmi - amerykańskich pancake'ów.

Bliny podajemy ze śmietaną, kawiorem, masłem lub konfiturami. Tak mówi książka. My jedliśmy je z duszoną wołowiną w sosie śmietanowo-grzybowym.

Smacznego!

piątek, 27 grudnia 2013

Święta, Święta i już po...

Mam nadzieję, że to były dla Was miłe Święta. Jeśli nie, to trzymam kciuki, żeby każde kolejne były lepsze.


Może w przyszłym roku gwiazdą Waszego wigilijnego stołu będzie karp, pieczony w maśle? Naprawdę warto...

Potrzebujemy:



- jednego nie bardzo dużego karpia (nasz miał 1,5 kilo)
- pieprzu, soli
- tyle masła, żeby wypełniło karpia (co najmniej pół kostki)



Oprawionego i osuszonego, ale całego karpia nacieramy pieprzem i solą, wypełniamy pokrojonym masłem, masłem też obkładamy rybę z zewnątrz. My nacięliśmy skórę, ale nie musicie tego robić (moja mama powiedziałaby nawet, żebyście tego absolutnie NIE robili). Czynności te możemy wykonać na kilka dni przed Wigilią i tak przygotowaną rybę zamrozić w całości.
W Wigilię, jak już przyjdą wszyscy goście, nagrzewamy piekarnik do 140 C. Blaszkę wylewamy cienką warstwą oleju, umieszczamy na niej rybę i pieczemy ją przez 40 minut. Po tym czasie podkręcamy piekarnik do 200 C i pieczemy jeszcze przez ok. 20 minut. 
Jeśli ryba jest zamrożona, nie rozmrażajmy jej, tylko pieczmy, jak wyżej, tyle, że 60 minut w 140 C, po czym 20 minut w 200 C. 
Upieczona może jeszcze dojrzewać w piekarniku.



Podajemy koniecznie z wytopionym ze środka masłem.

Smacznego!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

A po Wigilii: szynka z goździkami, duszona w piwie

Zgodnie z tradycją w Wigilię jemy dania rybne, a w każdym razie bezmięsne (no, albo nie i wtedy możemy sobie poniższe danie zrobić i 24-tego), ale już pierwszego dnia Świąt, na rodzinny obiad, możemy sobie pozwolić na wieprzową ucztę. 
Na przykład, na szynkę, szpikowaną goździkami i duszoną w piwie. Niektóre browary specjalnie z okazji Świąt wypuszczają limitowaną edycję piwa korzennego, my takiego właśnie użyliśmy.


Potrzebujemy:
- kawałka szynki (nasz miał 500 g)
- goździków w ilości wystarczającej do naszpikowania
- cebuli (u nas 1), całych ząbków czosnku (u nas 4)
- soli, pieprzu
- tyle piwa, żeby cała szynka była nim pokryta (u nas wystarczyło 0,5 l)
- olej lub inny tłuszcz do podsmażenia

Szynkę nacieramy solą i pieprzem, szpikujemy równo goździkami i tak zostawiamy na co najmniej 30 minut.
W żeliwnym garnku rozgrzewamy tłuszcz, obsmażamy mięso ze wszystkich stron, na końcu dodając pokrojoną w piórka cebulę i całe ząbki czosnku. Zalewamy piwem i pozwalamy się potrawie dusić pod przykryciem, aż mięso będzie miękkie (45 minut - godzinę).



Smacznego!

Nasz ulubiony: śledź z grzybami

Danie, które poznałam dzięki Mięsożercy, bo jest ono tradycyjną, wigilijną przystawką w jego rodzinnym domu - domu, w którym zbiera się i suszy grzyby, a kuchnia jest swojska i tradycyjna. Te śledzie mają w sobie polskość i elegancję, a poza tym są po prostu przepyszne.


Potrzebujemy:
- płatów śledziowych a la matias (lub z zalewy solnej) - u nas co najmniej 6
- cebuli
- suszonych grzybów (im więcej, tym lepiej)
- pieprzu
- oleju

Śledzie namaczamy w wodzie przez co najmniej 1,5 godziny, kroimy w 2 cm kawałki.
Grzyby moczymy przez kilka godzin, po czym gotujemy przez co najmniej 30 minut, kroimy na cienkie paseczki. Pozostały wywar możemy wykorzystać do przepysznej grzybowej, sosu do makaronu, możemy go także zamrozić na zaś.
Tak przygotowane grzyby smażymy na dużej ilości gorącego oleju (co najmniej 1/2 szklanki), na koniec wrzucamy pokrojoną w piórka cebulę. Kiedy cebula jest już szklista, wyłączamy gaz i pozwalamy całości ostygnąć.

Zimną zawartością patelni (wszystkim, razem z tłuszczem!) zalewamy śledzie i dajemy im co najmniej noc, a najlepiej dobę na "przegryzienie".


Smacznego!

poniedziałek, 18 listopada 2013

Po prostu pieczona gęś z jabłkami. Za to najlepsza na świecie.

Wiele osób miało wpływ na to, że i jak dzisiaj gotuję. Właściwie były to całe pokolenia. W kuchni unoszą się rodzinne opowieści i przekazy, tradycje wielu warszawskich domów. Moje prababcie gotowania uczyły się od swoich mam (i z przeuroczych książek dla gospodyń domowych) i przekazywały tę wiedzę dalej.

Ale osobą, która pokazała mi tej magii najwięcej, jest bez wątpienia moja mama. To ona nauczyła mnie, że można zrobić wszystko od podstaw, szczególnie, kiedy niczego nie ma. Że tradycja jest bardzo ważna i pewne rzeczy robi się tylko tak, a nie inaczej, ale że czasem trzeba pójść na ustępstwa. I przygotować tradycyjne, wigilijne sardynki. Bo są. Że czasem nam po prostu coś nie wyjdzie. Zwykle wówczas, kiedy najbardziej nam zależy. I że pozwala to się nam uczyć na błędach, mimo naszego okropnego rozczarowania. Że gotowanie, wymyślanie, przyrządzanie to mnóstwo różnych emocji, ale przede wszystkim frajda, dokładnie tak, jak planowanie przyjęć. I że jak już robimy przyjęcie, to tak, żeby brać w nim udział, a nie siedzieć w charakterze spoconej podkuchennej w innym pomieszczeniu. Na przykład, piekąc przepyszną gęś z jabłkami...


Potrzebujemy do tego naprawdę niewiele:
- 1 gęsi (u nas 3600 g), najlepiej owsianej
- soli
- majeranku
- jabłek (u nas 5 szarych renet, mogłoby być 6)
- czosnku (ile lubicie)
- czasu i cierpliwości



Na wieczór przed podaniem gęś nacieramy solą i majerankiem, po czym wyrzucamy wszystko inne z lodówki, bo ptak zabiera mnóstwo miejsca.
W dniu pieczenia obliczamy czas: na każdy kilogram gęsi potrzebujemy godziny, i dodatkowo 15 - 20 minut na ładne zbrązowienie skóry. Nasza gęś piekła się 4 godziny.



Jabłka obieramy, wykrawając gniazda nasienne i kroimy w ósemki, na końcu mieszając je z majerankiem, czosnkiem, pokrojonym w płatki, solą i pieprzem.



Faszerujemy tym gęś "do wypęku", ale tak, żeby jeszcze móc ją związać. Wiążemy za pomocą wykałaczek (lub specjalnych igieł) i dratwy.




W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 170 - 180 C. Do nagrzanego wkładamy gęś. Po godzinie przychodzimy sprawdzić. Jeśli wygląda, jakby się w ogóle nie piekła, przykrywamy ją folią aluminiową matowym do góry. Jeśli wygląda, jakby rumieniła się zbyt szybko, przykrywamy ją folią aluminiową srebrnym do góry.
Na godzinę przed końcem pieczenia możemy gęś obłożyć obranymi ziemniakami.


Powstałego w trakcie pieczenia smalcu nie wyrzucamy, tylko zlewamy. Jeśli gęś jest wyjątkowo tłusta, tłuszcz odkrawamy i wytapiamy jeszcze przed pieczeniem, uzyskując w ten sposób przepyszny czysty smalec.

Dobór sałatek pozostawiam Wam.

Smacznego!

wtorek, 5 listopada 2013

Pomysł na weekendowy obiad: żeberka duszone w cydrze

Czyli przepyszna pyszność, przygotowana w całości przez Mięsożercę. Idealne na niedzielny obiad, również pokazowy, chociaż możecie nie chcieć się tym daniem dzielić...



Potrzebujemy:
- 600 g ładnych żeberek
- 1 litra cydru
- 1 dużej marchewki
- 1 średniej pietruszki
- kawała selera
- 10 cm białego pora
- 1 dużej cebuli
- łyżeczki majeranku
- łyżeczki soli, pół łyżeczki pieprzu
- dwóch łyżek oliwy
- oleju
- listka laurowego, ziarenek ziela angielskiego

Żeberka namaszczamy w soli, majeranku, pieprzu i oliwie, odstawiamy na co najmniej pół godziny, po czym obsmażamy w oleju roślinnym. Kiedy są już złociste, dodajemy pokrojone warzywa, wrzucamy listek i ziele, a na końcu zalewamy cydrem.


Dusimy pod przykryciem 1,5 godziny.

Podajemy z ziemniakami, albo ryżem, albo kaszą. I surówką, na przykład z kapusty.


Smacznego!

wtorek, 29 października 2013

Pyszna, gruzińska przystawka: pchali ze szpinaku

Jesteśmy fanami kuchni kaukaskiej, a po ostatniej wizycie w przesympatycznej (i przepysznej!) gruzińskiej restauracji wiedzieliśmy, że przynajmniej część z wypróbowanych tam dań będziemy chcieli powtórzyć w warunkach domowych.


Jako pierwsze, padło na pchali: przepyszne kuleczki orzechowo-warzywne. W naszej wersji - zielone od szpinaku.

Przepis pochodzi z "Tradycyjnej kuchni gruzińskiej"
- 500 g liści szpinaku [u nas 450]
- 100 g orzechów włoskich [u nas 150]
- 2 - 3 ząbki czosnku
- 2 - 3 gałązki świeżej kolendry
- 1/2 łyżeczki zmielonej czerwonej papryki
- 1 - 2 łyżeczki mieszanki przypraw do sacywi [u nas suszona bazylia, kmin rzymski, ziarna kolendry, majeranek, cynamon]
- 1 łyżka czerwonego octu winnego
- 1/2 szklanki pestek z granatu
- sól

Szpinak poddusić, wyjąć na durszlak i odcisnąć z wody, po czym posiekać.
Orzechy włoskie zmielić, dodać rozgnieciony czosnek, zmieloną czerwoną paprykę i przyprawy, drobno posiekaną natkę kolendry i posolić do smaku.
Całość starannie wymieszać, a następnie dodać do posiekanych warzyw. Ponownie wymieszać i dodać pestki granatu.
Z masy uformować małe kuleczki, zrobić w nich nieduże zagłębienia [będą wyglądać, jak kluski śląskie], a w każdym z nich umieścić pestkę granatu i przyozdobić zieleniną [kolendrą].


Smacznego!

poniedziałek, 28 października 2013

Obiad od Święta: [wstydliwa] Kaczka z jabłkami

Pieczony drób, szczególnie kaczka, czy gęś, kojarzy mi się niezmiennie z Okazjami: rodzinnymi obiadami, urodzinami, Wielkimi Przyjęciami, proszonymi kolacjami... A przecież zdarza się nam z Mięsożercą upiec sobie kurczaka tak, po prostu, bo lubimy.

Wczoraj jednak byli u nas przyjaciele z małą dziewczynką, tym razem bez kucyków, i postanowiliśmy zrobić pieczoną kaczkę z jabłkami. Nasz najmłodszy gość ze smakiem zajadał kaczkę z pestkami granatu, więc może powinniśmy pomyśleć też o takim połączeniu?

Upieczona kaczka zręcznie unikała obiektywu, stąd jej "wstydliwość"...



Składniki:
- 1 niekoniecznie największa kaczka (nasza miała 2 kg)
- 2 - 3 łyżki majeranku
- łyżka oliwy lub oleju
- 2 - 4 jabłka (w zależności od wielkości)
- opcjonalnie: czosnek
- ziemniaki
- sól, pieprz

W wyniku przygód z kaczkami, które kompletnie nie chcą się upiec, moja mama doszła do wniosku, którego się trzymamy: najbardziej godne zaufania są kaczki "barbarie", zwane również Barbie ;)

Wieczorem przed podaniem kaczkę myjemy, sprawdzamy dokładnie brak podrobów w środku i oskubujemy pincetą z ewentualnych pozostałych piór. Tak przygotowaną nacieramy oliwą, mieszaniną majeranku, soli i pieprzu, po czym zostawiamy, przykrytą, na noc w lodówce.

Następnego dnia faszerujemy pokrojonymi w ósemki jabłkami z majerankiem (można dodać też zgnieciony czosnek), zaszywamy lub spinamy wykałaczkami.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 C i pieczemy przez godzinę na każdy kilogram - czyli u nas 2 godziny. Po godzinie od rozpoczęcia pieczenia co jakiś czas polewamy kaczkę wytopionym tłuszczem.
Po opisanym wyżej czasie pieczenia podkręcamy piekarnik do 200 - 210 C, żeby pozwolić kaczce zrumienić się przez 15 minut.

Ziemniaki myjemy, obieramy i podgotowujemy w osolonym wrzątku przez 15 - 20 minut, po czym wrzucamy do brytfanny z kaczką na ostatnie 20 - 30 pieczenia.

Podajemy z żurawiną, marynatami i ulubioną surówką. Przepis na pasującą do pieczonego drobiu sałatkę z czerwonej kapusty w przygotowaniu :)

Smacznego!

poniedziałek, 9 września 2013

Intensywnie czekoladowy sernik z jagodowym musem


Kremowy i lekki, jak gęsty, czekoladowy mus.
Dekadencki, bo jakaż może być czekolada?
Intensywnie czekoladowy, bo na czekoladowym spodzie.

Do tego prawdziwie jagodowy śmietanowy mus, który podkreśla głębię czekolady. Eleganckie połączenie brązu i fioletu.

A jednocześnie - naprawdę proste ciasto do wykonania, jak to sernik...

Składniki na spód:
- 400 g orzechowych ciastek owsianych
- 110 g masła
- łyżka mleka
- 2 czubate łyżki kakao

Ciastka kruszymy malakserem, wałkiem lub dłońmi, mieszamy ze stopionym masłem, mlekiem i kakao. Powstałą masą wylepiamy dół i boki tortownicy o średnicy 22 cm, wstawiamy do lodówki.

Składniki na masę serową:
- 1 kg zmielonego twarogu sernikowego
- 200 g dobrej, gorzkiej czekolady
- 5 jajek
- 50 g masła
- 90 g cukru pudru
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej

Wszystkie składniki muszą być w temperaturze pokojowej.

Czekoladę w kawałkach topimy w kąpieli wodnej i odstawiamy, aby trochę ostygła.

Masło z cukrem ucieramy mikserem na puch. Dodajemy ser i miksujemy dalej, do połączenia się składników, po czym, nadal miksując, dodajemy po jednym jajku. Na końcu dodajemy mąkę ziemniaczaną, znów miksujemy. Po czym wycieramy całą kuchnię i dodajemy stopioną czekoladę, mieszając do połączenia.

Masę wylewamy na schłodzony spód (jeśli nie mamy pewności, co do jego zestalenia, tortownicę możemy włożyć na 10 minut do zamrażarki) i pieczemy w 180 C przez 60 - 80 minut, do ścięcia się sernika.

Po tym czasie wyłączamy piekarnik, po 15 minutach uchylamy drzwiczki i pozwalamy sernikowi ostygnąć, po czym wkładamy go na kilka godzin (najlepiej całą noc) do lodówki.

Składniki na mus jagodowy:
- 2/3 szklanki leśnych jagód (mogą być mrożone)
- 250 ml śmietanki 30%
- 2 łyżeczki cukru
- 2 łyżeczki żelatyny w proszku

Jagody z cukrem podgrzewamy w rondelku. Kiedy są już gorące, a sok, który z nich wypłynie, wrze, dodajemy żelatynę i dobrze mieszamy. Zdejmujemy z ognia i schładzamy do momentu, kiedy żelatyna zaczyna się ścinać.

Śmietankę ubijamy na sztywno mikserem, dodajemy jagodową galaretę, przekładamy do miseczki i przechowujemy w lodówce do czasu podania sernika.

Mus jagodowy może też być samodzielnym deserem, ale wówczas potrzebuje dużo więcej cukru: 1/3 szklanki zamiast 2 łyżeczek.


Smacznego!

czwartek, 29 sierpnia 2013

Chrupiące trójkąty: panelle

Nie znam chyba ani jednej osoby, która nie lubiłaby włoskiej kuchni. Ale, choć przeszliśmy już długą drogę od czasów, kiedy jej synonimem były tylko spaghetti po bolońsku i pizza z sosem pomidorowym, to dalej - statystycznie - niewiele o niej wiemy. W każdym razie ja wiem jeszcze ciągle niewiele. Mąka z ciecierzycy, która jest moją wielką miłością, nie kojarzyła mi się z Włochami zupełnie.

A tu, niespodzianka! Oto ukazał się przede mną cały świat chrupiących włoskich przystawek i przekąsek: panisse (znane też w południowej Francji) i panelle.

Ten ostatni przepis korcił mnie od dawna, a idealną okazją doń okazała się ta zupa, której brakowało czegoś chrupiącego.

Oto więc moje podejście do panelle Fabrizii:
- 1,5 szklanki wody
- 1 szklanka mąki z ciecierzycy (używałam hinduskiej mąki)
- sól, pieprz, gruba sól morska
- olej do smażenia

Mąkę przesiewamy. W rondelku zagotowujemy wodę. Do wrzątku wsypujemy przesianą mąkę, energicznie mieszając, aby nie powstały grudki [to okazało się trudniejsze, niż wygląda]. Dodajemy hojne ilości soli (miałkiej) i pieprzu. Cały czas mieszając, gotujemy kilka minut na wolnym ogniu, aż uzyskamy konsystencję polenty lub sztywnego kleiku z kaszy manny.

Od tego momentu postępujemy naprawdę szybko: uzyskaną papkę musimy rozprowadzić nożem lub szpatułką po talerzykach (u mnie 2 małe). Pośpiech jest bardzo wskazany, bo zajzajer strasznie szybko sztywnieje. Po rozsmarowaniu zostawiamy do wystygnięcia na co najmniej 15 minut.

Po tym czasie rozgrzewamy olej w głębokiej patelni lub woku - tak ze 2 cm.
Masę na talerzykach kroimy w trójkąty i delikatnie odklejamy od podłoża.

Smażymy w rozgrzanym oleju 3 - 4 minuty na każdej stronie, aż do zezłocenia lub zbrązowienia. Posypujemy grubą solą i podajemy, póki ciepłe. Zimne też dobre, ale tracą na chrupkości.

[zdjęcie mogłoby być lepsze, ale to był późny obiad i oświetlenie mnie zawiodło...]

Muszą być nieziemskie z dobrym, domowym aioli.

Smacznego!

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Gratin de pommes de terre

Ile razy słyszeliście, że Francuzki są piękne i eleganckie, a francuska kuchnia niezwykle trudna i pracochłonna?
Oczywiście, jest w tym jakaś prawda.


Możecie też spotkać przysadziste, bardzo sympatyczne rdzenne Francuzki z nadwagą i wąsikiem, które ubierają się wyłącznie w nieprzewiewne fartuchy ze stylonu.


Tak samo, zdarzają się dania, takie, jak to. Niezwykle proste, właściwie niedrogie (wszystko będzie zależało od sera), a tak pyszne, że nie da się ich przestać jeść...

Zapraszamy na zapiekankę z ziemniaków, czyli "gratin de pommes de terre". To może być idealne podkreślenie pysznego steku, albo tło do mięsnej pieczeni. My jedliśmy je ze zwykłym, polskim barszczem, ale zaręczam, że "daje radę", jako samodzielne danie.


Potrzebujemy:
- 1 kg ziemniaków (do pieczenia)
- ok. pół litra mleka - tyle, żeby pokryło ziemniaki
- sól, pieprz, gałkę muszkatołową
- ząbek czosnku
- twardy żółty ser - w ideale gruyere
- masło do wysmarowania formy


Formę do zapiekania smarujemy masłem i czosnkiem. Pokrojony w cieniutkie plasterki czosnek możemy też ułożyć na dnie formy.
Ziemniaki ścieramy lub kroimy w cienkie plasterki (ok. 1 mm grubości), układamy warstwami w naczyniu, zalewając stopniowo mlekiem, żeby nie sczerniały (jeśli się nam jednak utlenią, nie szkodzi. Danie nie straci na smaku, tylko troszeczkę na wyglądzie), posypując solą i pieprzem. Kiedy zetrzemy i ułożymy już wszystkie ziemniaki, upewniamy się, że mleka jest "równo z ziemniakami". Posypujemy tartą gałką i startym na grubych oczkach żółtym serem.

Wstawiamy do piekarnika, nagrzanego do 180 C na 45 - 60 minut.


Zapiekanka jest gotowa, kiedy ziemniaki są miękkie, a mleko odparowało (można sprawdzić widelcem w rogu).


Jeśli poczekamy, aż trochę przestygnie, będzie się lepiej kroiła. Ale kto by czekał?

Smacznego!

czwartek, 15 sierpnia 2013

Pomysł na niedzielny obiad: rustykalny quiche z dynią

Zbliża się sezon dyniowy, który wyglądam z niecierpliwością. Tym samym robię miejsce w zamrażarce na pieczoną dynię.

Kiedy dorwę już świeży egzemplarz, znów go pokroję w ćwiartki lub ósemki (lub cokolwiek, w zależności od wielkości), wypestkuję i upiekę wraz ze skórą (ok. 40 minut w 200 C), po czym sam miąższ rozgniotę widelcem lub zblenduję, usiłując całego nie zeżreć przy okazji.

Z takiego musu można zrobić wiele. Może zupę? Może sernik? Może gnocchi? Może sos do makaronu? Może drożdżówkę? Może risotto? Może obłędnie słodką tartę? Może muffinki? Może zapiekankę?

Dzisiaj zrobimy quiche na maślanym, piaskowym spodzie, z kremowym, wilgotnym wypełnieniem. Quiche z dynią, skwarkami z kiełbasy i świeżym tymiankiem...


Do ciasta potrzebujemy:
- 200 g mąki pszennej
- 100 g dobrej jakości masła
- szczypty soli

Mąkę przesiewamy, dodajemy sól, formujemy kopczyk. Dodajemy zimne masło, pokrojone w kostkę. Zagniatamy tak szybko, jak się da, do uzyskania w miarę jednolitego ciasta. Czynność tę może za nas również zrobić malakser, jeśli nim dysponujemy. Kulę ciasta zawijamy w folię spożywczą i wkładamy na 20 minut do lodówki.
Po tym czasie wylepiamy nim 20 - 24 cm tortownicę (lub wysoką formę do tarty), pamiętając o zrobieniu brzegów. Możemy także ciasto rozwałkować do pożądanej średnicy i przenieść do formy na wałku. Ja nie umiem.
Piekarnik nagrzewamy do 200 C.
Ciasto w tortownicy nakłuwamy widelcem miejsce przy miejscu. Możemy je także wysypać suszoną fasolą lub ceramicznymi kulkami - chodzi o to, aby nam nie wyrosło. Przyznam, że nigdy tego nie robię. Dobrze ponakłuwane ciasto i tak nie wyrośnie.
Spód podpiekamy przez 15 - 20 minut, w tym czasie zajmując się masą.

Do masy potrzebujemy:
- ok. 300 g przecieru z upieczonej dyni
- ok. 300 g naturalnego, gęstego jogurtu (lub śmietany 12 lub 18%)
- 2 jajek (1, jeśli używamy śmietany)
- pół pętka ulubionej, suszonej kiełbasy
- 1 cebuli
- 3 - 4 ząbków czosnku
- listków, otartych z 2 - 3 gałązek tymianku
- łyżeczki suszonego estragonu
- soli, pieprzu, gałki muszkatołowej
- masła do podsmażania
- 2 łyżek startego ostrego sera (u nas pecorino)
- opcjonalnie: łyżki mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej


Cebulę i czosnek kroimy w kostkę, podsmażamy z solą na maśle. Kiedy są już rumiane, dodajemy pokrojoną w kostkę kiełbasę. Smażymy, aż uzyskamy odpowiednie skwarki. Wówczas dodajemy dynię, chwilę prażymy z tymiankiem. Wyłączamy gaz, lekko studzimy.
W osobnej misce mieszamy jogurt (lub śmietanę), jajka i pozostałe przyprawy. Jeśli wydaje się nam, że masa jest zbyt płynna, dodajemy mąkę. Na końcu do masy dodajemy ser i przestudzoną dynię.

Wylewamy na podpieczony spód i pieczemy 40 - 45 minut (do ścięcia masy).

Quiche jest dobry tak na ciepło, jak na zimno. Podajemy i patrzymy, jak znika. U nas znikło, zanim zdążyłam się choćby przymierzyć do zdjęcia...


Smacznego!!!

środa, 14 sierpnia 2013

Sezon na bakłażany: śródziemnomorska przekąska

Czyli kolejny przepis z zeszytu mojej mamy.


Lubimy bakłażany. Mają w sobie coś eleganckiego i komicznego zarazem, to poprzez kolor, to poprzez kształt. A jednocześnie dają tyle możliwości... Lubicie hummus? To koniecznie spróbujcie baba ganoush, czyli pastę z pieczonego/wędzonego bakłażana, z tahiną, oliwą i sokiem z cytryny! Hummus może co najwyżej postać obok ;)
Bakłażan to Maghreb, to baśnie tysiąca i jednej nocy, to mięsistość i lekkość jednocześnie.

Zbliża się długi weekend. Może znów będzie to czas grilla, czasu z przyjaciółmi, rozmów do białego rana, śmiechów i uśmiechów? Może będzie to czas bakłażana?

Oto przepis na sałatkę z marynowanego bakłażana:
- 2 bakłażany
- sól i pieprz do smaku
- 1/3 szklanki oliwy
- 1/2 szklanki białego octu winnego
- 1/2 łyżeczki cukru
- gałązki świeżego rozmarynu
- świeża natka pietruszki lub kolendry [tym razem pominęłam]
- posiekany czosnek



Bakłażany pokroić w podłużne plastry o grubości ok. 3 - 5 mm. Zasolić, odstawić, opłukać, wysuszyć - ten proces pozwala nam pozbyć się bakłażanowej goryczki.
Tak przygotowanego bakłażana obsmażyć na oliwie, odsączyć na ręczniku papierowym, układać plastry na półmisku.
Z octu, cukru, soli i pieprzu zrobić zalewę, polać nią bakłażana. Posypać czosnkiem, rozmarynem i natką (ja robiłam to naprzemiennie).

Przykryć półmisek i wstawić do lodówki na co najmniej kilka godzin, a najlepiej całą noc.



Smacznego!

wtorek, 13 sierpnia 2013

Pomidorowość do wypicia: świetny napój na lato

Podejrzeliśmy ten przepis w którymś z oglądanych jednym okiem programów na Kuchni + i zakochaliśmy się w jego koncepcie natychmiast.


Oto kwaskowaty, wytrawny napój, który świetnie gasi pragnienie, i będzie rewelacyjnym uzupełnieniem każdego dania z grilla. Taka przeciwwaga do alkoholowej części imprezy (a jak coś zostanie na "dzień po", to tym lepiej ;) ).

Potrzebujemy:
- dużego dzbanka
- 1 litra soku pomidorowego
- 1 litra naturalnej maślanki (jesteśmy ostatnio fanami maślanki)
- soli lub sosu sojowego lub maggi
- sosu worcestershire (lub octu)
- pieprzu
- tabasco lub chili w proszku
- gałązki selera naciowego do wymieszania i dekoracji


Wszystkie składniki mieszamy, przypraw dodając do smaku, po czym odstawiamy co najmniej na pół godziny, do przegryzienia się smaków.

Podajemy, wypijamy, robimy następne.


Smacznego!

środa, 10 lipca 2013

Z zeszytu mojej mamy: najprostsze ciasto biszkoptowe

...znane u nas w rodzinie, jako "ciasto Mayerowej", jako, że przepis na nie moja mama dostała jakieś 30 lat temu od żony pana Mayera.


Szybkie, niewiarygodnie proste, wszechstronne i bezbłędne, a rezultatem jest pyszne, pulchniutkie, puszyste żółte ciasto, do którego pasują wszelkie owoce sezonowe. Jest to również rewelacyjna baza do tortów.

Potrzebujemy:
- 4 jajka
- szklanki mąki
- szklanki cukru [dałam mniej, ok 2/3 szklanki]
- 1/2 proszku do pieczenia [ok. 8 g]
- zapachy [u mnie migdałowy, a dodatkowo skóra otarta z 1 cytryny]
- 1 łyżka roślinnego oleju



Jajka ubić z cukrem, dodać proszek, mąkę, olej i zapachy. Tortownicę (o średnicy 20 lub 22 cm) wysmarować masłem i wysypać tartą bułką (lub mąką, lub kaszą manną). Wylać ciastem tortownicę, dodać wybrane owoce. U mnie tym razem mrożone (jeszcze zeszłoroczne) jagody i płatki migdałowe.

Piec najpierw powoli 120 C, pod koniec więcej, ok. 170 C, żeby dobrze wyrosło [tak jest w przepisie, ale moja mama zawsze piecze w średniej temperaturze, czyli ok. 180 C, przez 40 - 50 minut, do suchego patyczka].


Smacznego!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...