Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drób. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drób. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Tajine, próba pierwsza: kurczak

Mięsożerca, który niedawno miał urodziny, dostał w prezencie prawdziwy, ręcznie malowany tajine. Dodajmy, że naczynie jest niewielkich rozmiarów (do niewielkiej kuchni) i okazuje się, że musimy się tych proporcji nauczyć...



Dziś zapraszamy więc na kolejne aromatyczne danie, inspirowane Maghrebem: kurczaka z warzywami, podanego z kus-kusem z daktylami.


Potrzebujemy:
- ćwiartek z kurczaka (u nas 2)
- marchewki, pietruszki, selera i ziemniaków (ile się nam zmieści do naczynia)
- mieszanki przypraw, najlepiej zrobionej samemu (u nas anyż gwiaździsty, szafran, kora cynamonu, kmin rzymski, goździki, kolendra, pieprz, kurkuma, suszone papryczki chili, sól)
- cebuli, całych ząbków czosnku
- oliwy
- ciecierzycy (z puszki wprost, lub suchej, namoczonej przez noc - my o niej zapomnieliśmy, ze szkodą dla dania)
- pomidorów, obranych ze skórki (u nas się nie zmieściły)


Oraz:
- kaszy kus-kus
- masła
- garści daktyli
- soli
- wody

Kurczaka myjemy, osuszamy, nacieramy przyprawami, które wcześniej prażymy na suchej patelni i rozdrabniamy w moździerzu - poza cynamonem (o ile nie używamy gotowej mieszanki). Zostawiamy na co najmniej 30 minut.
Na oliwie szklimy pokrojoną w kostkę cebulę i grubo posiekany czosnek (u nas 2 ząbki), dodajemy cynamon, podlewamy wodą, wkładamy kurczaka.
Dusimy na małym ogniu pod przykryciem 30 minut.
Po tym czasie dodajemy warzywa pokrojone w grube plasterki (kartofle w ósemki) i ciecierzycę, dusimy przez następne 30 minut.
Na końcu dodajemy posiekane pomidory, pozwalamy całości się "połączyć", podajemy z kus-kusem.


Kus-kus przyrządzamy na parze, jak w tym przepisie, lub zgodnie z sugestią na opakowaniu. Posiekane daktyle dodajemy w zależności od sposobu przyrządzania: na początku, jeśli zalewamy kus-kus wrzątkiem, lub w momencie, w którym dodalibyśmy rodzynek, jeśli gotujemy kaszę na parze.


Smacznego!

poniedziałek, 18 listopada 2013

Po prostu pieczona gęś z jabłkami. Za to najlepsza na świecie.

Wiele osób miało wpływ na to, że i jak dzisiaj gotuję. Właściwie były to całe pokolenia. W kuchni unoszą się rodzinne opowieści i przekazy, tradycje wielu warszawskich domów. Moje prababcie gotowania uczyły się od swoich mam (i z przeuroczych książek dla gospodyń domowych) i przekazywały tę wiedzę dalej.

Ale osobą, która pokazała mi tej magii najwięcej, jest bez wątpienia moja mama. To ona nauczyła mnie, że można zrobić wszystko od podstaw, szczególnie, kiedy niczego nie ma. Że tradycja jest bardzo ważna i pewne rzeczy robi się tylko tak, a nie inaczej, ale że czasem trzeba pójść na ustępstwa. I przygotować tradycyjne, wigilijne sardynki. Bo są. Że czasem nam po prostu coś nie wyjdzie. Zwykle wówczas, kiedy najbardziej nam zależy. I że pozwala to się nam uczyć na błędach, mimo naszego okropnego rozczarowania. Że gotowanie, wymyślanie, przyrządzanie to mnóstwo różnych emocji, ale przede wszystkim frajda, dokładnie tak, jak planowanie przyjęć. I że jak już robimy przyjęcie, to tak, żeby brać w nim udział, a nie siedzieć w charakterze spoconej podkuchennej w innym pomieszczeniu. Na przykład, piekąc przepyszną gęś z jabłkami...


Potrzebujemy do tego naprawdę niewiele:
- 1 gęsi (u nas 3600 g), najlepiej owsianej
- soli
- majeranku
- jabłek (u nas 5 szarych renet, mogłoby być 6)
- czosnku (ile lubicie)
- czasu i cierpliwości



Na wieczór przed podaniem gęś nacieramy solą i majerankiem, po czym wyrzucamy wszystko inne z lodówki, bo ptak zabiera mnóstwo miejsca.
W dniu pieczenia obliczamy czas: na każdy kilogram gęsi potrzebujemy godziny, i dodatkowo 15 - 20 minut na ładne zbrązowienie skóry. Nasza gęś piekła się 4 godziny.



Jabłka obieramy, wykrawając gniazda nasienne i kroimy w ósemki, na końcu mieszając je z majerankiem, czosnkiem, pokrojonym w płatki, solą i pieprzem.



Faszerujemy tym gęś "do wypęku", ale tak, żeby jeszcze móc ją związać. Wiążemy za pomocą wykałaczek (lub specjalnych igieł) i dratwy.




W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 170 - 180 C. Do nagrzanego wkładamy gęś. Po godzinie przychodzimy sprawdzić. Jeśli wygląda, jakby się w ogóle nie piekła, przykrywamy ją folią aluminiową matowym do góry. Jeśli wygląda, jakby rumieniła się zbyt szybko, przykrywamy ją folią aluminiową srebrnym do góry.
Na godzinę przed końcem pieczenia możemy gęś obłożyć obranymi ziemniakami.


Powstałego w trakcie pieczenia smalcu nie wyrzucamy, tylko zlewamy. Jeśli gęś jest wyjątkowo tłusta, tłuszcz odkrawamy i wytapiamy jeszcze przed pieczeniem, uzyskując w ten sposób przepyszny czysty smalec.

Dobór sałatek pozostawiam Wam.

Smacznego!

poniedziałek, 11 listopada 2013

Na Świętego Marcina...

...jest śnieg, albo go ni ma.

Najlepszą pieczoną gęś na świecie robi moja mama, ale, jako, że imieniny Mięsożercy obchodzimy w tym roku w oktawie, to będziemy się nią delektować za tydzień.

Na razie - wpis na konkurs na najbrzydsze danie świata: gęsie serduszka z jabłkami i gruszkami. Podane z ocierakami, czyli szarymi kluskami.


Potrzebujemy:
- 400 - 500 g gęsich serduszek
- 1 cebula
- 3 - 4 ząbki czosnku
- 2 - 3 łyżki mąki pszennej
- masło do smażenia
- 2 średnie jabłka
- 2 małe gruszki
- 1 - 1,5 szklanki soku jabłkowego
- sól, pieprz, majeranek

Serduszka myjemy, czyścimy, kroimy w kostkę, obtaczamy w mące. Na maśle podsmażamy posiekane cebulę i czosnek. Dodajemy jeszcze trochę masła i smażymy serduszka, dodajemy obrane ze skóry i pokrojone w kostkę owoce. Przyprawiamy do smaku, zalewamy sokiem i dusimy przez ok. 45 minut, mieszając i dbając o poziom płynu (w razie czego podlewamy sokiem, wodą, lub bulionem drobiowym).

Podajemy z podsmażonymi (najlepiej na gęsim smalcu) ocierakami, na które przepis pewnie też tu kiedyś zawita.

Przyrządzamy je z miłością i trzymamy kciuki, żeby nasi Mięsożercy, którzy nie przepadają za podrobami, uznali danie za pyszne...


Smacznego!

Miśku, wszystkiego imieninowego jeszcze raz... :*

poniedziałek, 28 października 2013

Obiad od Święta: [wstydliwa] Kaczka z jabłkami

Pieczony drób, szczególnie kaczka, czy gęś, kojarzy mi się niezmiennie z Okazjami: rodzinnymi obiadami, urodzinami, Wielkimi Przyjęciami, proszonymi kolacjami... A przecież zdarza się nam z Mięsożercą upiec sobie kurczaka tak, po prostu, bo lubimy.

Wczoraj jednak byli u nas przyjaciele z małą dziewczynką, tym razem bez kucyków, i postanowiliśmy zrobić pieczoną kaczkę z jabłkami. Nasz najmłodszy gość ze smakiem zajadał kaczkę z pestkami granatu, więc może powinniśmy pomyśleć też o takim połączeniu?

Upieczona kaczka zręcznie unikała obiektywu, stąd jej "wstydliwość"...



Składniki:
- 1 niekoniecznie największa kaczka (nasza miała 2 kg)
- 2 - 3 łyżki majeranku
- łyżka oliwy lub oleju
- 2 - 4 jabłka (w zależności od wielkości)
- opcjonalnie: czosnek
- ziemniaki
- sól, pieprz

W wyniku przygód z kaczkami, które kompletnie nie chcą się upiec, moja mama doszła do wniosku, którego się trzymamy: najbardziej godne zaufania są kaczki "barbarie", zwane również Barbie ;)

Wieczorem przed podaniem kaczkę myjemy, sprawdzamy dokładnie brak podrobów w środku i oskubujemy pincetą z ewentualnych pozostałych piór. Tak przygotowaną nacieramy oliwą, mieszaniną majeranku, soli i pieprzu, po czym zostawiamy, przykrytą, na noc w lodówce.

Następnego dnia faszerujemy pokrojonymi w ósemki jabłkami z majerankiem (można dodać też zgnieciony czosnek), zaszywamy lub spinamy wykałaczkami.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 C i pieczemy przez godzinę na każdy kilogram - czyli u nas 2 godziny. Po godzinie od rozpoczęcia pieczenia co jakiś czas polewamy kaczkę wytopionym tłuszczem.
Po opisanym wyżej czasie pieczenia podkręcamy piekarnik do 200 - 210 C, żeby pozwolić kaczce zrumienić się przez 15 minut.

Ziemniaki myjemy, obieramy i podgotowujemy w osolonym wrzątku przez 15 - 20 minut, po czym wrzucamy do brytfanny z kaczką na ostatnie 20 - 30 pieczenia.

Podajemy z żurawiną, marynatami i ulubioną surówką. Przepis na pasującą do pieczonego drobiu sałatkę z czerwonej kapusty w przygotowaniu :)

Smacznego!

środa, 21 sierpnia 2013

Powrót algierskiej kuchni: kurczak z oliwkami

Przepis inspirowany zarówno wspominaną już tutaj książką "Cuisine Algerienne", jak i tym przepisem. Czyli zaklinamy lato, żeby pokonało obecną listopadowość...


Przepyszne, kwaskowate danie, rozpływający się w ustach kurczak i jedwabisty sos. W oryginalnym przepisie podany z pietruszką (lub kolendrą), u nas z uwielbianą przez nas ciecierzycą.

Potrzebujemy:
- 1 niewielkiego kurczaka (u nas dwie całe nogi)
- 2 średnich, lub 1 dużej cebuli
- oleju lub oliwy do smażenia
- troszkę masła lub masła klarowanego
- 100 g zielonych, wydrylowanych oliwek
- sól, czarny pieprz
- łyżkę mąki
- sok z 1 cytryny
- szczyptę szafranu
- posiekaną natkę pietruszki lub kolendry
(u nas dodatkowo szklanka ziaren ciecierzycy, namoczonych przez noc)

Kurczaka myjemy, osuszamy, kroimy w kawałki, nacieramy solą i pieprzem.
Na oleju i maśle podsmażamy cebulę, pokrojoną w piórka. Dodajemy kurczaka i obsmażamy go ze wszystkich stron, aż będzie rumiany.
Zalewamy 3 szklankami wody. Jeśli dodajemy ciecierzycę, to w tym momencie.

Pozwalamy całości się zagotować, dodajemy szafran.

Redukujemy sos, tym samym gotując kurczaka. Ja pozwoliłam całości bulgotać przez godzinę.

Oryginalny przepis mówi o zblanszowaniu oliwek poprzez gotowanie ich przez ok. 10 minut, ale to dotyczy tylko surowych. W Polsce oliwki z zalewy nie wymagają gotowania.

Mąkę rozcieramy w soku z cytryny i 2 łyżkach sosu, dbając o to, by nie było grudek, po czym dodajemy ją do reszty sosu. Wrzucamy oliwki, gotujemy całość, mieszając, aż zgęstnieje.
Na dwie minuty przed podaniem dodajemy natkę.


Najlepiej smakuje z arabskim chlebem. Pracuję nad przepisem, jak tylko się uda, to się z Wami podzielę :)

Smacznego!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Greckie klimaty - avgolemono

Nie lubię się powtarzać, ale pojechałabym nad morze...

Ponieważ chłodzący, bezkresny lazur nie chce się przybliżyć, dziś zabrała nas tam nasza kuchnia, serwując nam avgolemono, czyli grecką zupę cytrynową.
Ostrzegam, że w pierwszej chwili zupa jest rozgrzewająca!
Tym razem wzorowałam się na tym przepisie.


Tworzenie zupy zaczynamy od zrobienia pysznego bulionu drobiowego.
Potrzebujemy:
- pęczku włoszczyzny (marchewek, pietruszek, pora, selera)
- kilku ziemniaczków (3 - 4 sztuki)
- korpusu z kurczaka (lub co najmniej 2 całych podudzi)
- soli, ziaren pieprzu, ziela angielskiego, liści laurowych
- ewentualnie, dla podbicia smaku, możemy dodać kostki rosołowej
- oliwa z wytłoczyn oliwek do podsmażenia kurczaka
- 2 litrów wody

Kurczaka myjemy i osuszamy. W dużym garnku rozgrzewamy oliwę i obsmażamy drób ze wszystkich stron. Kiedy jest już podsmażony, zalewamy go zimną wodą i dodajemy warzywa, pokrojone w grube kawałki (albo nawet nie). Dodajemy przyprawy, zagotowujemy i zmniejszamy ogień pod garnkiem. Pozwalamy bulionowi mrugać przez co najmniej półtorej godziny.
Bulion możemy przygotować poprzedniego dnia.

Przygotowany, wygotowany wywar drobiowo-kurczakowy przecedzamy, odmierzamy 1,5 litra.
Do zupy potrzebujemy także:
- 3 jajek
- soku z 2 średnich cytryn (albo 1 dużej)
- plasterków cytryny

Bulion zagotowujemy. W tym czasie mieszamy jajka z cytrynowym sokiem. Dodajemy wrzący bulion (2 chochle), cały czas mieszając. Bulion zdejmujemy z ognia, kiedy przestaje wrzeć dodajemy do niego masę jajeczno-cytrynową, również mieszając.
Zupę podajemy w miseczkach z plasterkiem cytryny.

W oryginale zupę podaje się z drobnym makaronem lub ryżem, co pominęłam bez szkody dla smaku, ale ze szkodą dla tekstury.


Smacznego!

sobota, 15 czerwca 2013

Sezon grillowy - miodowo-cytrynowo-czosnkowy kurczak

... a do tego pieczone, młode, cytrynowo-tymiankowe ziemniaczki!



Mieszkamy w samym środku miasta i nasz "grill" to ukochana patelnia grillowa, ale nie możemy się doczekać leniwych, ciepłych wieczorów z przyjaciółmi i rodziną, osnutych dymem znad węgli. Może wreszcie zdecydujemy się na grillowanie nad rzeką?

Na razie poszerzamy repertuar przepisów "z rusztu".



Do dzisiejszego obiadu potrzebujemy:
- podwójnej piersi z kurczaka
pokrojonej w cienkie plastry i zamarynowanej przez co najmniej 2 godziny w:
- oliwie
- soku, wyciśniętym z połowy cytryny
- soli i pieprzu
- przeciśniętym ząbku czosnku
- świeżym tymianku.

Po tym czasie kładziemy plastry na rozgrzanym grillu, obsmażamy z obu stron, a potem smarujemy glazurą zrobioną z:
- łyżki miodu
- soku z połowy cytryny
- 2 przeciśniętych małych (albo 1 dużego) ząbków czosnku
i grillujemy, żeby glazura złapała kolor, niekoniecznie spalenizny, choć z miodem o to łatwo.



Młode ziemniaczki oskrobujemy (jeśli mamy takie już z grubszą skórką, obieramy), duźdamy w:
- oliwie
- świeżym tymianku
- grubej morskiej soli, pieprzu, skórce otartej z całej cytryny



Wysypujemy na nagrzaną w piekarniku blachę, pieczemy do zezłocenia w 200 C, mieszając od czasu do czasu.

U nas kurczak występował też w akompaniamencie kalarepy na sposób azjatycki, ale o tym w następnym odcinku ;)

Smacznego!

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Jedzenie na poprawę samopoczucia


Od jakiegoś czasu mam ochotę i potrzebę zadbania o siebie. Tym razem jednak nie w ten "zjem trzy paczki chipsów i dwa litry lodów" nastoletni sposób (choć znam i ten stan), tylko nieco bardziej dorośle.

Zaczęłam od tego, że zrobiłam sobie dużo więcej swetrowych poduszek.



Wróciłam do ćwiczeń, może nawet znów uda się, że codziennych i kupiłam sobie moje najukochańsze peonie - niby bez związku, a jednak...



A dziś na obiad zrobiłam nam ulubioną potrawę mojej babci, czyli duszonego z warzywami kurczaka. Z ryżem. Do tego dania bierzemy:
- dwie tylne kurczęce ćwiartki
- dwie spore marchewki
- 1/4 dużego selera (zamiennie możemy wziąć kilka pędów naciowego)
- 2 średnie pietruszki
- białą część pora
- dużą cebulę
- troszkę masełka i/lub oliwy do podsmażenia kurczaka
- bulion warzywny lub drobiowy
- 2 liście laurowe, ziele angielskie, sól, pieprz. Dużo pieprzu.

Natartego solą i pieprzem kurczaka obsmażamy na maśle, dodając pod koniec liść laurowy i ziele. Kiedy mięso się zezłoci, wlewamy około litr bulionu, zakrywamy, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przez kilka chwil na małym ogniu.
W tym czasie obieramy warzywa i kroimy je w kostkę. Albo w talarki. Albo grubo. Jak lubimy.
Do bulgoczącego rosołu wsypujemy warzywa (zaczynamy od korzeniowych), znów przykrywamy (nie całkiem - tak, aby para mogła uchodzić i płyn się zredukował) i dusimy tak długo, aż warzywa zmiękną, a mięso z kurczaka będzie odchodzić od kości. Przyprawiamy. Mięso możemy, ale nie musimy, rozdrobnić.
Jeśli płynu nadal jest sporo, możemy w nim ugotować ryż. Jeśli się zredukował, w osobnym naczyniu zagotowujemy wodę z kilkoma łyżkami bulionu powstałego z duszenia i w niej gotujemy ryż. Jeśli chcemy ugotować ryż na sypko, a ja chciałam, gotujemy go w dużej ilości płynu, więcej, niż w proporcji 1 - 2. Kiedy ryż jest ugotowany, pozostałą wodę odlewamy.

Jemy i czujemy się zdrowsi, ukojeni. Trochę, jak przy jedzeniu domowego rosołu z kluseczkami. Danie jako takie w ogóle możemy jeść z kluseczkami.



Smacznego!

środa, 29 maja 2013

Nie tylko na Wielkanoc: roladki z kurczaka z białą kiełbasą i sosem żurkowym

Jest kilka rzeczy fajnych w byciu dorosłym. Koronną jest to, że można robić to, co się chcę i lubi. 
Na przykład tworzyć nowe dania na Święta. Tak, żeby pośród tych tradycyjnych pojawiły się te, które wymyśliliśmy sami.

Brat M. mieszka poza Polską i nie mogło go być na tegorocznej Wielkanocy. Kiedy tylko przyjechał, postanowiliśmy odtworzyć mu choć część świątecznego śniadania (a właściwie już bardziej obiadu).

Zaprosiliśmy go więc na roladki z kurczaka z białą kiełbasą i sosem żurkowym, czyli nasz wielki wielkanocny triumf. Ale Wy nie musicie czekać aż do następnej Wielkanocy, żeby zrobić te roladki. My z pewnością nie będziemy :)



Roladki z kurczaka:
W zależności od głodomorstwa i pasibrzustwa, trzeba liczyć 1/2 - 2/3 kurzej piersi na osobę, choć my - na wszelki wypadek - mamy zwykle jedną w zapasie.
Poniżej proporcje na 3 osoby + 1 roladka dla niespodziewanego gościa

- 3 pojedyncze piersi z kurczaka (mniej więcej jednakowej wielkości, na tyle duże, żeby zmieściła się w nich kiełbasa)
- 3 kawałki białej kiełbasy (nieparzonej)
- 4 - 6 plasterków dojrzewającej szynki lub surowego wędzonego boczku (ciągle nie potrafimy zdecydować, która wersja bardziej nam smakuje. Nasz portfel ma wyraźną preferencję) na roladkę
- sól, pieprz, suszony majeranek



Wylaną cienką warstwą oleju lub oliwy blaszkę wstawiamy do piekarnika. Rozgrzewamy do 180 C.

Kurczaka myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym. Upewniamy się, że nie ma żadnej pozostałości po kostce.
Ostrym nożem jednym ruchem pogłębiamy naturalną kieszonkę (możemy też po prostu naciąć pierś w jej najgrubszym miejscu) tak, żeby zrobiło się miejsce na kiełbasę. Pod żadnym pozorem nie przecinamy piersi do końca!
Kieszonkę nacieramy solą, pieprzem i suszonym majerankiem, wpychamy weń kiełbasę, staramy się ją owinąć kurczakiem.
Tak utworzony pakiecik szczelnie otulamy plastrami szynki lub boczku. Ważne, żeby część z przecięciem była dobrze zakryta, a plastry kończyły się po drugiej stronie roladki.
Owinięte roladki wykładamy na rozgrzaną blaszkę rozcięciem do góry.

Piec 40 - 50 minut.



Sos żurkowy
[inspirowaliśmy się tym przepisem]

- 150 ml zakwasu na żurek
- 100 ml bulionu warzywnego
- 100 ml kwaśnej śmietany 12 lub 18%
- pół łyżki mąki pszennej
- suszony majeranek

Zakwas mieszamy z ciepłym bulionem, podgrzewamy. Mąkę rozcieramy w śmietanie, dodajemy trochę gorącego żurku, żeby zahartować, całość mieszamy, doprawiamy majerankiem. 

LUB

- połowa opakowania żurku w proszku
- pół szklanki wody
- pół - 2/3 szklanki śmietany
- suszony majeranek

Proszek rozrabiamy w wodzie, podgrzewamy, dodajemy śmietanę z majerankiem, mieszamy.

Roladki kroimy w 1 - 1,5 centymetrowe plastry, podajemy na łożu z sałaty, polanej sosem żurkowym. Sosem polewamy też samo mięso, dekorujemy kiełkami rzeżuchy (o której pamiętałam na Wielkanoc).




Może to pomysł na obiad długo-weekendowy?

Smacznego!

piątek, 17 maja 2013

Eksplorujemy kuchnię Algierii - chtetha djedj

...czyli kurczak w sosie.



Kolejny po naleśnikach przepis z "Cuisine Algerienne".
Coraz wyraźniej dociera do mnie, że arabskie przepisy, w każdym razie te z wczesnych lat 80-tych (wymieniona książka została wydana w 1983 roku), przewidują karmienie licznej rodziny, sąsiadów i innych znajomych królika.
Przepis na "Kurczaka w sosie" dotyczył całego kurczaka. Uznałam jednak, że od tego czasu w hodowli drobiu nastąpił trend odwrotny do elektroniki, i dzisiejsze dwie całe kurczakowe nogi zupełnie wystarczą.
Resztę proporcji właściwie zachowałam, może poza ilością oleju.



Poniżej przepis, w nawiasach moje modyfikacje:
- 1 kurczak [u mnie 2 całe nogi]
- 1/2 chochli oleju [u mnie łyżka]
- 1 łyżka masła lub masła klarowanego
- garść ciecierzycy, namoczonej przez noc [lub co najmniej 5 godzin wcześniej]
- 4 duże ząbki czosnku
- 1 suszona ostra papryczka [u mnie 3 małe suszone pepperoni]
- szczypta czarnego mielonego pieprzu
- 1/2 łyżki czerwonego pieprzu [po przejrzeniu sieci wiem, że chodzi o paprykę. Mi się jednak wydawało, że chodzi o czerwony pieprz. Nie miałam. Wzięłam pół łyżeczki zmielonego różowego pieprzu, uzupełniłam zmielonym kolorowym pieprzem. Dlatego moje danie jest raczej bure, niż czerwone, ale, choć nie tradycyjne, dalej przepyszne!]
- sól



Kurczaka myjemy, porcjujemy, jeśli jest w całości. Każdy kawałek nacieramy solą, odstawiamy na 10 - 15 minut. Po tym czasie płuczemy i osuszamy, wkładamy do dużego garnka lub brytfanki.

Ostrą paprykę zalewamy wodą, by zmiękła, po czym mieszamy z czosnkiem, czarnym pieprzem i solą do smaku. Dodajemy czerwony pieprz i wszystko dobrze mieszamy.
[Ja zaczęłam od zgniecenia różowego pieprzu w moździerzu, po czym dodałam resztę i wszystko zgniotłam na miazgę.]
Dodajemy 1 - 2 łyżki wody.

Mieszankę przypraw wylewamy na kurczaka, dodajemy olej i masło, delikatnie obsmażamy na małym ogniu.
Zalewamy dużą szklanką wody, wsypujemy ciecierzycę. [Ja dodałam wodę z moczenia ciecierzycy, uzupełniłam do 300 ml]
Zakrywamy, dusimy na małym ogniu, pilnując poziomu wody.

Kiedy możemy oddzielić mięso kurczaka od kości palcami, wyjmujemy je, a ciecierzycę gotujemy dalej, sos musi się dobrze zredukować.

Podobno w ten sam sposób można przyrządzić jagnięcinę, a ci, którzy nie lubią ostrych dań mogą pominąć ostrą papryczkę, czego Fatima jednak nie poleca.

Książka nie pokazuje, jak danie podawać, to możemy znaleźć w sieci. Ja obrałam i rozdrobniłam kurczaka palcami, na koniec wrzuciłam go z powrotem do sosu, żeby się ogrzał.

Na pewno świetne z ryżem basmati, my jedliśmy je z naleśnikami.

Przepyszne, pieprzne, proste danie [wszystko na "pe"] - polecam!!! ;)
My na pewno powtórzymy, tym razem już z papryką (choć dopuszczam myśl, że taka "sprofanowana" wersja będzie nam smakować bardziej).


Smacznego!

wtorek, 7 maja 2013

Wędzenie w woku - próba pierwsza

U mojej mamy stoi super-profesjonalny grill, który jest jednocześnie wędzarnią. Kilka lat temu kompletnie oszaleliśmy na punkcie wędzenia i przygotowywania własnych wędlin, kiełbas, wędzenia kurczaków, w planach nadal są ryby i sery.

Cóż jednak zrobić z pasją wędzalniczą, kiedy mieszka się w środku miasta i ma do dyspozycji małą kuchnię? Odkryć sekret chińskiego przygotowywania potraw, czyli wędzenie w woku. Ja odkryłam je prawą ręką przez lewe ucho, czyli poprzez australijskie (moje ukochane!) programy o gotowaniu. Kusiło mnie to od dawna, dziś przyszedł czas.



Wyobrażałam sobie, że jest to niewiadomojak skomplikowane.
Nie jest. Jak większość kuchni azjatyckiej. Wystarczy wok, kuchenka, folia aluminiowa, trochę wybranych przypraw i czas.

A także:
- 600 gr piersi z kurczaka (1 podwójna lub 2 pojedyncze)
- litr wody
- 2 kopiaste łyżeczki grubej soli (albo kopiasta łyżka zwykłej)
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżka kurkumy w proszku
- 2 ziarna niełuskanego kardamonu
- 1 suszona papryczka chili
- pół łyżeczki kozieradki
- gwiazdka anyżu
- kawałek kory cynamonowej
- 2 ziela angielskie
- 2 torebki herbaty (u mnie dymny w smaku lapsang souchong) - zawartość
- 3 łyżeczki cukru
- 1 łyżka kus-kus (zamiast ryżu, który nam wyszedł)

+ opcjonalnie, łyżka gęstego jogurtu do sosu.

Z wody, miodu, soli, kurkumy, jednego ziarna kardamonu, pokruszonego chili i kozieradki zrobiłam zalewę, którą podgrzałam do rozpuszczenia soli i miodu, a także dla połączenia smaków. W ostudzoną włożyłam kurczaka (dwie osobne pojedyncze piersi, ale w całości, nie pokrojone), zostawiłam do marynowania na godzinę.



Po tym czasie przygotowałam woka do wędzenia: dno i boki wyłożyłam dwiema warstwami folii aluminiowej (srebrnym do dołu). Z kolejnego kawałka folii zrobiłam koszyczek na mieszankę do wędzenia - cukier, ziela angielskie, kardamon, cynamon, anyż, kozieradkę, wysypaną z torebek herbatę i kus-kus. Zanim zaczęłam wędzić, sprawdziłam, czy posiadane przeze mnie pałeczki starczą, do zrobienia rusztowania. Można kupić specjalne ruszty lub koszyczki, ale można też zrobić je samemu. Ważne, żeby wędzone produkty nie dotykały dna i mieszanki wędzalniczej.



Woka z przygotowanym rusztem postawiłam na kuchence, na dużym gazie. Kiedy z mieszanki zaczęło się dymić, przykręciłam gaz, położyłam odsączonego z zalewy (ale nie wysuszonego) kurczaka na ruszcie i szczelnie przykryłam woka folią. Tu zaczęłam się też okropnie denerwować, czy tam się w ogóle coś dzieje i w tym zdenerwowaniu przeżyłam 30 minut. W międzyczasie rozgrzałam piekarnik do 180 C, w piekarniku rozgrzałam też brytfankę.




Rozchyliłam folię i już wiem, że mogłam wędzić nieco dłużej, ale przełożyłam kurczaka do brytfanki wylanej połową łyżki oleju. Dopiekałam kurczaka (przekręciłam go raz) przez 40 minut. Prawdopodobnie mogłam piec go 30 minut i też byłby dobry.



Podałam z gotowanym na parze brokułem i sosem, zrobionym z zagotowanej 3/4 szklanki zalewy z łyżką zahartowanego jogurtu.

Od dziś wiem, że nigdy, przenigdy nie kupię już sztucznego, chemicznego, wędzonego kurczaka. Nie ma po co, skoro w tak prosty i szybki sposób można uzyskać coś TAK pysznego!!!



Smacznego!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...